#8 Nienawidzę trekkingu! – czyli o tym jak Sandra zdobyła ABC

Dawno nie pisaliśmy, ale mieliśmy ciekawsze rzeczy do roboty. A tak serio to przejazdy i trekkingi  zabrały nam trochę czasu. Teraz siedzimy w Pokharze i odpoczywamy po 8 dniach górskiej wędrówki.

IMG_3380

Czytaj dalej

Reklamy

#7 Miesiąc w Indiach

Przyszła pora na notkę podsumowującą Indie. W poprzednich postach nakreśliliśmy trochę problemy, z którymi przyszło nam się zmagać na co dzień. Nie rozpisywaliśmy się na ten temat za bardzo, żeby nie psuć ogólnego efektu. Niestety, ale my poczuliśmy się rozczarowani… Wiedzieliśmy, że na Indie nie da się przygotować i przed wyjazdem słyszeliśmy mnóstwo opinii, często mieszanych, a nawet negatywnych. Ale kiedy osobiście wszystkiego doświadczyliśmy to pojawił się dość mocny zawód.

IMG_2965

Czytaj dalej

#6 Rishikesh, Delhi, Agra

Z Manali powrót tylko autobusem i niestety tą samą drogą, na której oboje ostatnio umieraliśmy. Łapiemy wieczorny, bezpośredni do Chandigharu, gdzie lądujemy następnego dnia o 4 nad ranem. Tam przesiadka na pociąg, dalej przesiadka na kolejny, jadący – niby bezpośrednio – do Rishikeshu, ale zatrzymuje się 20 km wcześniej w Haridwarze. Wszyscy wysiedli, my twardo czekamy, bo przecież na peronach wyświetlany był Rishikesh i tak też mamy na biletach wydrukowane. 2 minuty późnej nasz pociąg pękał w szwach, a my w ostatniej chwili wyskoczyliśmy (co najłatwiejsze nie było, bo ludzie cały czas wsiadali). Okazało się, że rusza w drogę powrotną. Koniec końców słyszeliśmy, że pociąg dalej nie jeździ od 3 miesięcy, inni mówili, że jeździ tylko rano i tak jak to w Indiach bywa skończyło się jeszcze inaczej…

IMG_3119 Czytaj dalej

#5 Manali

Podróż do Manali ja (Sandra) mogę zaliczyć do najgorszych przeżyć w swoim 25-letnim istnieniu na tej planecie. To był po prostu koszmar. Z Gopalpuru musieliśmy podjechać do trochę większej wioski, żeby złapać autobus dalej. Nie mieliśmy bezpośredniego połączenia do Manali, więc na trasie czekała nas kolejna przesiadka, a cała trasa liczyła 200 km. Czekając na autobus przyczepił się do nas nawiedzony facet, który bez przerwy wykonywał różne gesty z podtekstem. Mała interwencja mojego koksa Miszy i gościu już nie żył. Uff…

IMG_2960 Czytaj dalej

#3 Amritsar

Podróż z Jaipuru do Amritsaru już nie zrobiła na nas takiego wrażenia, bo to „tylko” 12 godzin jazdy kuszetką. Tym razem w swoim przedziale trafiliśmy na lokalnych cwaniaków, którzy chcieli zająć nasze miejsca i wcisnąć nas na górne kuszetki (najgorsze – przy głośnych wiatrakach i mimo tego strasznie duszne), ale nie z nami takie numery. Więc w takiej samej kombinacji jak poprzednio (spanie środek i dół) dojechaliśmy do miasta Złotej Świątyni.

IMG_2630 Czytaj dalej

#2 Jaipur

Wysmarowani hinduskim środkiem na komary (naszą Muggę, nawet tę mocniejszą 50tkę, komary w Indiach mają całkowicie w poważaniu) docieramy na stację Bolivari West. Dworzec znamy, ale tylko jako użytkownicy podmiejskiego pociągu. Kiedy przychodzi rozpocząć tutaj dłuższą podróż, sytuacja już nie jest tak kolorowa.

IMG_2450 Czytaj dalej

#1 Mumbaj

Mija właśnie 16 godzina pierwszej podróży w indyjskim pociągu, zrobiło się naprawdę luźno! Jest szansa żeby coś napisać. Wydawało mi się, że pisanie krótkich i zwięzłych notek z naszych przygód to będzie prosta zabawa, ale jednak ciężko jest streścić wszystko to, co się tu dzieje w ładną całosć.
Wylądowaliśmy w Mumbaju i załatwiliśmy wizy, odrobina nielegalu, bo podaliśmy adres hotelu, a tak naprawdę jechaliśmy na Couchsurfing. Zachwycaliśmy się lotniskiem, ale dosyć szybko pozytywne emocje opadły, albo nawet zamieniły się w stres, bo po dwóch przesiadkach przyszła pora odebrać bagaż.  Na szczęście wszystko było w najlepszym porządku i zadowoleni mogliśmy ruszyć do goszczących nas hostów.

IMG_2400 Czytaj dalej

Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda.

Czas przygotowań zleciał w zastraszającym tempie, ale ponieważ był chyba najbardziej stresującym momentem wyprawy to się nawet dobrze złożyło. Udało nam się definitywnie zakończyć problemy z Air Berlin (nie polecamy – praktycznie zerowa możliwość jakiegokolwiek kontaktu z obsługą klienta, a sama obsługa na bardzo niskim poziomie…) Walka o pieniądze, które nam się należały, trwała prawie 3 miesiące, mimo iż obiecali i zapewnili, że załatwią to w 2 tygodnie. Czerpiąc z doświadczenia innych podróżników udało nam się również sprytnie rozwiązać sprawy finansowe. Mając już kasę, bilety i plecaki, musieliśmy dokupić kilka niezbędnych rzeczy, spakować się i wyruszyć. Trzeba też było pożegnać rodzinki i przyjaciół, co wcale nie było łatwe, oczywiście wszyscy byliśmy przejęci i wzruszeni.

IMG_2323 Czytaj dalej