#17 Kończy się Syberia, kończy się autostop…

W Krasnojarsku jesteśmy na weekend, mamy dwa dni głównie żeby odpocząć i w poniedziałek jechać dalej. Był w ogóle na początku tego roku pomysł, żeby w Krasnojarsku spędzić trochę więcej czasu robiąc coś mniej lub bardziej pożytecznego, ale czasu nie starczyło na formalności.

IMG_5861

Już na wjeździe dzień wcześniej miasto zaskoczyło nas swoim rozmiarem. Po Pekinie metropolie dalekowschodniej Rosji przypominały raczej duże wioski, tu mieliśmy ponad milion ludzi żyjących nad Jenisejem. Rok temu oboje czytaliśmy Krasnojarsk Zero, ale książka raczej ciężka do strawienia i wiele informacji z niej nie przywieźliśmy. Wiedzieliśmy, że jest park ze Stolbami (takie dziwne skalne formacje skalne), ogromna zapora z pociągiem do transportowania statków i ładne lasy dookoła. Stolby ze zdjęć wyglądały pięknie, ale jedno z czterech naszych kolan schodząc z Piku Czerskiego przypomniało o zejściu z Annapurny i mimo dwóch dni odpoczynku na autostopie nie dawało o sobie zapomnieć. Do tego dzień wcześniej urodzony w Jakucku kierowca tira opowiadał, że prawdziwe Stolby to są w Jakucji, a o tych nawet nigdy nie słyszał więc jego zdaniem to pewnie jakaś ściema.

IMG_5862

IMG_5864

Została więc elektrownia i znalazł się ni stąd ni zowąd gościu, który swoim Audi S4 przyjechał pod nasz hostel i zabrał mnie do Diwnogorska żeby pokazać  jeden z obiektów kaskady Jeniseju. Maksim strasznie chciał pogadać po angielsku i nie wiem czemu kiedy usłyszał, że z rosyjskim nie jest źle od razu przeszedł na swój rodzimy język. Ja grzecznościowo kilka razy chciałem wrócić na angielski, ale nie było szans.

IMG_5865

W pierwszej chwili gdy zobaczyłem sportowe Audi na dalekiej Syberii zaświeciły mi się oczy, ostatecznie tak wesoło nie było. Droga do Diwnogorska przypomina rollercoaster, a ja po wyjechaniu z miasta zrobiłem się zielony. W tym wypadku idealny byłby jakiś ruski grzmot jadący z prędkością roweru… Najgorsze jest to, że samochód na 100we miał opcję zmiany twardości zawieszenia, ale nie miałem pojęcia jak o to zapytać po rosyjsku, a patrzenie na telefon nie wchodziło nawet w grę. Ostatecznie z przerwą na punkcie widokowym dodarliśmy do miejsca docelowego. Przy odrobinie szczęścia w jakimś małym sklepiku w Rosji można dostać resztę w której będzie 10cio rublowy banknot. Raczej wszyscy posługują się dyszką w monecie, ale jak już trafi się papierek to na jego odwrocie można zobaczyć Krasnojarską „gidroelektrostancję”. 125 metrów wysokości, ponad kilometr długości i 6 GW zainstalowanej mocy. Drugi co do wielkości tego typu obiekt w Rosji i z tego co widziałem top 10 na świecie – może nie ma czym, ale ja się jaram. Najlepszy jednak z tego wszystkiego jest pociąg dla statków (link). Ja liczyłem, że uda się może zobaczyć takie cuda na żywo, ale Maksim ostudził mój zapał tłumacząc, że ostatnio coś takiego działo się 5 lat temu. Większość produkcji wykorzystują ogromne Krasnojarskie Zakłady Metalurgiczne. Rozmach jeszcze z czasów ZSRR. Wszystko robi wrażenie, niestety sztuczny zbiornik wodny na 300 km długości w lokalnym ekosystemie namieszał sporo. Miasto i okolice często są mocno zamglone, a zamarzający dawniej Jenisej teraz płynie kilkaset kilometrów od zapory nawet w najgorsze syberyjskie zimy o których sporo opowiadał Maksim. Praktycznie nocą wracamy do Krasnojarska, dziękuję za wycieczkę i wracam do Sandry, która kolejnej w Rosji elektrowni oglądać nie chciała. Za to wyjścia na pizzę nie odmówiła, a niedaleko serwowali jedną z lepszych na tym wyjeździe.

IMG_5874-2

IMG_5866-2

IMG_5872

Drugi dzień głównie kręciliśmy się po centrum mijając niezliczone ilości świętujących żołnierzy. Dzień później dowiedzieliśmy się, że było to hucznie obchodzone w całym kraju święto marynarki wojennej. Podobno we Władywostoku jest to główna coroczna impreza, ale skąd takie tłumy w Krasnojarsku? Do dziś w Rosji służba wojskowa jest obowiązkowa, więc każdy kto spędził ten czas na statku już na zawsze czuje się marynarzem.

IMG_5875

IMG_5869-2

IMG_5884-2

Weekend zleciał szybko a w poniedziałek czekało nas niełatwe wydostanie się z Krasnojarska i 800 km do Nowosybirska. Jak zwykle nie spinaliśmy się robić to w jeden dzień i jak to zwykle bywało zaczynaliśmy autostop około południa. Po 20 min łapania na 3 pasmowej (!!!) w tamtym miejscu drodze mieliśmy bezpośredni kurs do stolicy Syberii. Niestety dostawczy GAZ miał problem z utrzymaniem 80 km/h więc spanie gdzieś po drodze było pewne. Za to tematów to rozmowy mieliśmy nieskończenie wiele.

IMG_5886-2

– Czy w Polsce 9 maja jest świętem narodowym?
– A co jest 9 maja?
– Jak to, dzień zwycięstwa!
–  Ale u nas była trochę inna sytuacja w połowie 1945…
– To co wy chcieliście być z faszystami?!
– Nie, ale…
– To dlaczego 9 maja nie jest w Polsce świętem narodowym?!

Nasz na oko 40 letni kierowca był tylko 3 lata od nas starszy i interesował się głównie świętami wojskowymi i paradami z okazji dnia zwycięstwa. Nasze zawsze działające tematy bezpieczeństwa typu myślistwo (dobrze, że nie jesteście jakimiś zielonymi wegetarianami z Europy) i zamach terrorystyczne (dobrze, że wybraliście Rosję do podróżowania bo w Europie to bomby i dużo pedałów) szybko się wyczerpały, ale wbrew pozorom nie była to głupia rozmowa. Kierowca lubił jak przyznało mu się rację, ale też sporo wiedział i dyskusja raczej była normalna hehe. Nam za to więcej emocji niż tematy wojskowe dawały niespodziewane zmiany planów. Postój na polnej drodze (bo tu mieszka znajomy, który z pracy tanią wódkę wynosi), zjazd z głównej drogi (boczna do Nowosybirska jest lepsza), czy informacja że kierowca jedzie już 30 godzin a za 10 będziemy w Nowosybirsku więc wszystko jest ok.

IMG_5887

Niestety 200 km od celu chwile przed 23 wymiękliśmy i poprosiliśmy żeby gościu wyrzucił nas pod przydrożnym hotelem. Tym sposobem uniknęliśmy kolejnych 3 czy 4 godzin jazdy GAZem i picia kupionego po drodze alkoholu. Zadobyliśmy się za to wyrzutów sumienia, bo nasz nowy znajmy wyglądał już kiepsko, a przy 40tej jak twierdził godzinie jazdy nawet zostawione na tą okazję mocne szlugi nie pomagały trzymać fasonu za kierownicą.
My dosłownie lądujemy w hotelu, który jest bazą dla lotniska pobliskiego aeroklubu. Niestety było to jedyne miejsce na bocznej drodze i niestety sporo musieliśmy wyłożyć za nocleg. Do tego doszła późna kolacja w drętwej stołówce i część nocy Sandra spała sama. W Indiach jadłem co chciałem, a w Rosji na najdroższym noclegu tej podróży mimo wygodnego łóżka przysypiałem na toalecie…

IMG_5888

Około 11 sytuacja było opanowana, plecaki spakowane, a my ku zdziwieniu obsługi stołówki zamówiliśmy tylko herbatę.
Do Nowosybirska mieliśmy teoretycznie 3 godziny drogi, ale rozpędzonym czołgiem ze znaczkiem Toyoty dotarliśmy na miejsce w mniej niż dwie. Samochód miał na tylnej klapie naklejki z rybą, kierowca przypominał nawet prawosławnego duchownego, ale siedział z podbitym okiem. Odzywał się bardzo rzadko, tylko wtedy gdy mijaliśmy archeologiczne wykopki, albo miejsca z ukrytymi w lasach wyrzutniami rakietowymi. Aż szkoda, że taki krótki dystans bo Land Cruiserem jechało się super szybko i wygodnie.

IMG_5894-2

IMG_5895-2

Kilka razy w ciągu drogi kierowca dzwonił do kogoś i za każdym razem rozpoczynał rozmowę „z prazdnikom…” Znaczyło to tyle co wszystkiego najlepszego z okazji jakiegoś święta, a święto było wojskowe. Podobno wojska powietrzno-desantowe to grzecznie mówiąc najwięksi imprezowicze w rosyjskiej armii. Było to widać w Nowosybirsku, bo tu mało kto świętował z flagą a raczej z butelką zawiniętą w papierek i kumplami pod ramieniem.

IMG_5900-2

IMG_5901-2

Z raczej podobnych postsowieckich miast między Władywostokiem a Moskwą, Nowosybirsk wyróżniał się dosyć mocno. W samym centrum stoi największy w Rosji teatr, pełno jest zadbanych parków i ogólnie jest ładnie. Po raz pierwszy jadąc ze wschodu mocno rzuciło nam się w oczy, że trawa jest zadbana i ludzie mogą na niej siedzieć! No ale w końcu to stolica Syberii i trzecie co do wielkości miasto w Rosji. To tutaj hipsterskie knajpy były zawsze pełne ludzi, nikt nie chodził do fryzjera tylko do barbera i wszyscy jedli biznes lunch nawet jak mieli w tym czasie szkolne wakacje. Ilość barberów nawet i mi dała do myślenia i po konsultacji z Sandrą dostałem pozwolenie i fundusze na wizytę. Po roku chodzenia z zawiązanym workiem na śmieci oddałem się w ręce Wadifa. Moja fryzura podcinana w Chinach kuchennymi nożyczkami przez Sandrę trzymała się kupy związana. Kiedy rozpuściłem złote loki innym mistrzom powypadały narzędzia z rąk. Wadif z rosyjskiego przeszedł na angielski i rzucił tylko ŁAT DE FAK! Po godzinie pokonywania bariery językowej, śmiechu i walki podłoga dookoła wyglądała jak po strzyżeniu niedźwiedzia, a ja w końcu jak człowiek. Kiedyś ktoś mówił mi, że po pierwszej spowiedzi przed komunią będę się czuł jak nowy człowiek, a nawet jak anioł. Albo nie przyznałem się w konfesjonale do wszystkich grzechów, albo ten ktoś ściemniał, bo po tym fryzjerze czułem się o niebo lepiej.

IMG_6019-4

IMG_5905

Ogromnym plusem Nowosybirska był CouchSurfing który sam nas do siebie zaprosił. Trójka rodzeństwa –  najmłodsza Swietlana, brat Żenia i najstarsza siostra Natasza mieszkali razem zaraz przy teatrze. Wszyscy wykształceni, ogarnięci także pogadać szczególnie z siostrami zawsze było o czym. Jako że nasi hości w ciągu dnia pracowali, my do późnego popołudnia mieliśmy czas dla siebie a wieczory spędzaliśmy razem. Pierwszy w domu, drugi w gruzińskiej knajpie, trzeci obchodząc puby w centrum miasta. Trzeciego dnia przedpołudnie spędziliśmy w zoo, bo już autostopując do Krasnojarska o nim słyszeliśmy. Park faktycznie duży i było gdzie połazić. Trafiały się rarytasy w postaci kur czy innych zwierząt domowych, ale były też rosyjskie mieszanki lwa z tygrysem i chyba wszystkie kolory wielkich niedźwiedzi. Były też spore jak na środek tygodnia ilości lokalesów które do zoo przychodziły z siatkami jedzenia do karmienia zwierząt.

IMG_5902

IMG_5904

IMG_5906

Po ostatniej imprezce Swieta wzięła urlop na żądanie rozpoczynając weekend już w piątek rano. My takiej opcji nie mieliśmy, tego samego dnia wieczorem chcieliśmy być w Omsku, a do przejechania było 600 km. Wyjazd z miasta mającego tylu mieszkańców co Warszawa (i też dwie linie metra) trochę nam zajął i z jedną krótką podwózką na poważnie zaczęliśmy łapać przed 12. Miejsce ekstra, tylko policja naprzeciw trochę mieszała nam w planach. Co prawda łapała wyrywkowo hurtowe ilości jadących do Nowosybirska, ale po naszej stronie każdy raczej chciał ich minąć i pojechać dalej. My byliśmy w kropce, bo dalej była już budowa i strasznie zakurzona droga, a do tego po pół godzinie bezowocnego łapania dołączyła do nas dziewczyna z dużym psem. Miała nas w dupie i na bezczela stanęła 50 m przed nami, niestety wielki pies gotował się w upalny dzień i dziewczyna co chwilę chowała się z nim w lesie żeby ochłodzić sierściucha. Chwilę później dołączyła do nas kolejna para autostopowiczów, ale ci byli dobrze wychowani i poszli ze 3 km dalej.

IMG_5919

IMG_5913

Wszystko skończyło się tym, że przed 14 wszystkie ekipy pojechały, a my dalej staliśmy naprzeciw policji. Ale był to nasz ostatni autostop więc humory i nastawienie mieliśmy pozytywne. Zmieniliśmy miejsce dosłownie o 50 m i złapaliśmy ogromnego tira amerykańskiego typu jadącego za Omsk. Wcześniej te ogromne ciężarówki zazwyczaj mijały nas rozpędzone, a my myśleliśmy jak wygodnie byłoby się tak przejechać. Proszę bardzo. Ja miałem fotel kierowcy, Sandra z tyłu do dyspozycji małe mieszkanie z łóżkiem 2×2 metra.

IMG_5931

IMG_5934

IMG_5937

Leciało się idealnie i uwzględniając zmianę czasu o godzinę do tyłu zapowiadało się, że wieczorem dotrzemy na miejsce. Niestety to było by zbyt piękne i śpiącą z tyłu Sandrę obudził dosyć głośny wybuch. Pękła nam jedna z 16 jak naliczyliśmy opon i kierowca gotów był to olać, ale kilometr od miejsca zdarzenia był punkt wymiany w którym mieliśmy nieplanowany godzinny postój. Znudzeni goście powoli robili swoje, my wcinając słonecznik w niepełnym słowiańskim przykucu z oderwanymi od ziemi piętami obserwowaliśmy cały proces wymiany ogromnej opony. Dalej wszystko szło jak należy, a my z Sandrą wymienialiśmy się co jakiś czas fotelem z pięknym syberyjskim zachodem słońca za wielkie wygodne miejsce do spania.

IMG_5948-2

IMG_5952-2

IMG_5963

IMG_5966

IMG_5974

O 22 kierowca wyrzucił nas na przedmieściach Omska kończąc w wielkim stylu nasze autostopowanie drogami wschodu. Po kilku krajach w ten sposób jeździliśmy, ale nie spodziewaliśmy się że w Rosji będzie tak łatwo, lekko i przyjemnie. Pół godziny później marszrutką dotarliśmy pod bibliotekę Puszkina, gdzie czekał na nas Dimitrij a.k.a. Rasputin. Przez 9 dni trochę pieniędzy i zdrowia nam uciekło, ale świętowanie 300 lat Omska i powrotu po 3 latach były wystarczająco dobrymi ku temu okazjami. Kilka osób i miejsc do odwiedzenia mieliśmy, trochę też się w Omsku pozmieniało i było trochę nowości do zobaczenia. Z miasta mieliśmy jechać na ryby na północ, niestety ryby nie wypaliły i zrobił nam się 9 dni w jednym miejscu co było dotychczasowym rekordem i lekką przeginką. Wcześniej tylko Pekin zatrzymał nas na równo tydzień, ale gdzie Pekin a gdzie Omsk…

IMG_5980

IMG_5984

IMG_5987

IMG_5995

IMG_5988

Żeby nie było tak całkiem luzacko trafiło nam się wyważanie drzwi do mieszkania o 3 w nocy i zatrucie oparami z farby olejnej, ale generalnie to piwo, szisze i wina na dachu, albo wszystko na raz. Wraz z poradzeniem sobie z ostatnią niewiadomą – autostopem do Nowosybirska oboje podświadomie przestawiliśmy się na tryb powrotny. Z Omskiem żegnaliśmy się 14 sierpnia, więc zostały jeszcze 2 tygodnie, ale wszystkie bilety mieliśmy już kupione wcześniej, miejsca do spania pozałatwiane żeby przypadkiem nie utknąć gdzieś pod Czelabińskiem z kończącą się wizą. Wyściskaliśmy na dworcu Inarę i wskoczyliśmy na dwa dni do wagonu.

IMG_6017-2

IMG_6041

IMG_6023

IMG_5974

IMG_6053-2

Mapka zaktualizowana. Duże obrazki tradycyjnie po kliknięciu w ostatnie zdjęcie.

Advertisements