#16 Syberia autostopem

Z Czyty na federalke (główna droga Moskwa-Władywostok) sprytnie wyjeżdżamy busikiem. Jeżeli można mieć idealne warunki do autostopowania, to tam takie mieliśmy. Piękna pogoda, nie za gorąco, eleganckie pobocze, w razie czego stacja paliw i tirowa knajpa obok. Tak jak i wcześniej do pełni szczęścia zabrakło tylko samochodów. Staliśmy godzinę czasu i często bezpiecznie przez 10 minut można było leżeć plackiem na środku drogi, bo i tak nic nie jechało. Zdesperowany poleciałem poprosić o karton. Wróciłem po dziesięciu minutach, kiedy to Sandra oznajmiła mi, że 3 samochody się zatrzymały, a ona nie mogła się dogadać. Robimy nowy karton Польша, odmawiamy komuś jadącemu 10 km dalej i głuchoniemym, którzy pisząc na kartce pytają nas czy Polska to Francja, czy Polska to nasz żart… Swoją drogą ta ekipa była mocno podejrzana. Dwóch głuchoniemych, prędzej hindusów niż Rosjan, lekko powyżej dwudziestki, w całkiem dobrym jak na tamte okolice samochodzie.

IMG_5285-2

IMG_5286

Na szczęście chwile później z dwoma elektrykami wracamy z ich delegacji. Szybko i sprytnie docieramy do granicy z Buriacją. Ta aktualnie autonomiczna republika do 1992 roku funkcjonowała jako Buriacka ASSR i do dziś z Rosją ma niewiele wspólnego. Wśród Buriatów, którzy są buddystami i wyglądają jak Mongołowie, my wyglądaliśmy jak 100% Rosjanie. Wiedziałem, że w tym kraju są 2, 3 mocno buddyjskie miejscówki, ale nie słyszałem nigdy o takiej republice. Zupełnie inni ludzie, kultura, religia, krajobraz, język, a nawet pogoda!

IMG_5290-2

Elektrycy mocno zaangażowali się w naszą podróż, przez co mieliśmy kilka niespodziewanych hamowań „żeby koniecznie robić zdjęcia znaków miejscowości”. Mieliśmy też jedną mocno terenową jazdę osobówką, bo chcieli nam pokazać fajną religijno-cmentarną miejscówkę nad świętą rzeką Selengą.

IMG_5296-2

IMG_5299

Do Ułan-Ude docieramy późnym wieczorem, na szczęście sporo wcześniej Couchsurfing znalazł nam się sam i tak jak wypada w tej części kraju mieszkamy z buriacką rodziną. Arina, jej dwie siostry i mama witają nas herbatą i owocami. Chwilę gadamy, ale wymęczeni ponad 600 kilometrami dosyć szybko odpadamy. W Rosji upałów nie było, ale komary często uprzykrzały spanie. W Ułan-Ude noce były wietrzne i zimne, więc nam opatulonym grubą kołdrą pod samą szyję spało się idealnie.

IMG_5336-2

IMG_5335-2

IMG_5357-2

Drugi dzień to jak zawsze szwendanie się po mieście. Największa na świecie głowa Lenina, buddyjskie świątynie (datsany) i spora ilość pozów (pierogi z małym otworem na górze, w środku mięsny farsz i pyszny rosołek do wypicia, odpowiednik gruzińskich Chinkali) umilały nam cały dzień. Wieczorem dołączyła do nas para ciut młodszych od nas Rosjan. Zrobiło się jeszcze weselej. Wszyscy żałowaliśmy, że nasza hostka ma tylko 16 lat bo po serii herbat każdy miał ochotę na coś mocniejszego do wypicia.

IMG_5324-2

IMG_5315-2

IMG_5311-2

IMG_5303-2

IMG_5305

IMG_5331-2

Kolejny dzień spędziliśmy razem w Datsanie Iwolgińskim. Buriackie centrum buddyzmu z najważniejszymi duchownymi itp. Wracając do Ułan-Ude zgarnęliśmy w sumie jeszcze 4 osoby więc przez kilka godzin Arina gościła 4 pary. Trochę się już zrobiło tłoczno i ciężko było ogarnąć kto z kim przyjechał i kiedy z kim wyjeżdża.

IMG_5343

IMG_5347

Reszta surferów była z Rosji, więc zwinęliśmy się z Sandrą pokręcić się samemu po mieście. W nocy wszyscy byliśmy umówieni pod muzeum etnograficznym. W dobrym czasie trafiliśmy do Ułan-Ude, bo Buriaci to ogólnie imprezowi ludzie, a my mieliśmy okazję brać udział w jednym z ważniejszych festiwali – Nocy Johara. Tańce zajebiste, śpiewy mniej ciekawe, ale na koniec rozpalono ogromne ognisko i cała impreza ze sceny przeniosła się na pole. Trzymając się za ręce, nie rozumiejąc nic (wszystko było po buriacku, tylko czasem tłumaczone na rosyjski) tańczyliśmy tak samo jak kilkaset innych osób. Na koniec rodzice Ariny plus ich znajomi zgarnęli nas z festiwalu. Małym rodzinnym autobusikiem wracaliśmy w 16 osób.

IMG_5372-2

IMG_5358-2

IMG_5382-2

IMG_5391-2

W sobotę rano ktoś wyjechał o świcie, ktoś się pochorował po zimnej Nocy Johara. My za to od rana podekscytowani, bo od Bajkału dzieliło nas niecałe 300 km. Pożegnaliśmy Arinę i ruszyliśmy łapać stopa obciążeni rosyjskim wydaniem Murakamiego „żeby się języka uczyć i wrócić jeszcze kiedyś do Ułan-Ude”. Łapiemy może 15 min. Przy zerowym ruchu i upale nagle zatrzymuje się prezydenckie BMW 740i. Wrzucamy plecaki do bagażnika i wskakujemy do idealnie schłodzonego samochodu. Jechało się ekstra, Bajkał co chwilę pokazywał nam się po prawej stronie a w furze leciały te same piosenki BN-2, których słuchaliśmy zdychając po pracy w Szkocji.

IMG_5444

IMG_5442-2

IMG_5436-2

IMG_5570-2

Bawarą docieramy do Vydrina. Od razu piszę, że był to najprawdopodobniej najlepszy Couchsurfing jaki mieliśmy i będziemy ewentualnie kiedykolwiek mieli. Aliosza, Olesia plus czwórka ich dzieci. Wioseczka nad Bajkałem z górami w tle, namiot z podciągniętym prądem i ogrzewaniem. Długo by jeszcze wymieniać, ale jak ktoś śledzi na FB profile typu SLOW, to my tam mieliśmy coś takiego w najlepszym wydaniu. Cała rodzina mieszka w maleńkim drewnianym domu zbudowanym przez Alioszę (może z 15m2 z łazienką, kuchnią i jadalnią).

IMG_5574-2

IMG_5568-2

IMG_5536-2

IMG_5526-2

IMG_5514

IMG_5448-2

 

Głowa rodziny na co dzień pracuje na kolei, w wolnych chwilach sam buduje cztery razy większą, przepiękną drewnianą chatę. Poza wspólnymi posiłkami, ogniskami, wyjściami nad Bajkał czy góry mieliśmy do dyspozycji pole truskawek u rodziców Alioszy i wędzone na gruszowym drewnie Omule u ich sąsiadów. Może w naszym kraju pole truskawek nie robi na nikim wrażenia, my skręcając się z tęsknoty za tymi owocami na wschodzie Rosji za 10 sztuk płaciliśmy ponad 6 zł.

IMG_5450-2

IMG_5453-2

IMG_5457-2

IMG_5458-2

IMG_5473-2

IMG_5511-2

IMG_5538-2

IMG_5545-2

IMG_5559-2

IMG_5542

Trochę więcej może widać na fotkach, ja więcej nie napiszę bo zastanawiam się nad książką na temat trzydniowego pobytu z tą fantastyczną rodzinką.
Dalej na trasie mieliśmy Irkutsk, kolejne 300 km pokonujemy bez najmniejszego problemu z parą, która tak się zaangażowała w pokazywanie mi ogromnej tamy w Irkutsku i szukanie naszego hostelu, że gdyby mogli to wparowaliby autem do hali maszyn i hostelowego pokoju.

IMG_5577-2

IMG_5580-2

IMG_5583-2

IMG_5585-2

IMG_5588-2

IMG_5598

W „Paryżu Syberii” oboje nas dopadł kryzys. Po prawie czterech miesiącach mocno koczowniczego trybu życia potrzebowaliśmy kilka dni nie robić nic. Z planowanych trzech zrobiło nam się sześć dni wieczornego piwa, leżenia w wyrze czy chodzenia po kawiarniach. Oglądaliśmy tajne rakiety ukryte w krzakach miejskich parków i zapadające się coraz bardziej z każdą wiosną stare syberyjskie chatki w centrum. Zahaczyliśmy nawet o galerię handlową i małe zakupy w H&M. Na miejscu poznaliśmy niesamowicie zakręconą dziennikarkę z Polski, która marzyła o łapaniu autostopu na bezdrożach. Na jeden dzień wróciliśmy nad piękny Bajkał, bo tego było nam ciągle mało. Ciężko coś napisać na temat jeziora i okolicy, ale poznani w Chabarowsku Rosjanie, po dwóch latach podróży po całym świecie Bajkał zaliczali do swojego top 3.

IMG_5602

IMG_5607

IMG_5610

IMG_5612-2

IMG_5616

IMG_5620-2

IMG_5628

IMG_5633

IMG_5641-2

IMG_5642-2

IMG_5647-2

IMG_5650-2

IMG_5651

W Irkutsku trochę zmieniliśmy nasze plany na dalszą część Rosji. Nie mając namiotu i przy tutejszych odległościach musieliśmy zrezygnować z wyspy Olchon, ostatecznie niestety też z gór Ałtaju. Na otarcie łez został nam najwyższy szczyt gór Chamar-Daban. Poza tym trzeba sobie coś zostawić na powrót. Z pewnością Rosja to idealny kraj, do którego trzeba wrócić z namiotem. Rozbijać się tu można dosłownie gdzie się chce, tak samo jak wędrować. W górach nie ograniczają nikogo żadne wyznaczone szlaki, jedynie czające się to tu, to tam niedźwiedzie.

IMG_5657-2

IMG_5666-2

IMG_5675-2

IMG_5677-2

IMG_5688

IMG_5695

IMG_5700

IMG_5705-2

IMG_5719-2

Z miasta wróciliśmy elektriczką znowu do Sludzianki, która leżała między górami a jeziorem. Pasmo i charakterem i wysokością przypominało nasze Tatry Zachodnie. Tam w dwa dni weszliśmy na szczyt ochrzczony nazwiskiem polskiego badacza Czerskiego. Forma z Himalajów gdzieś się zapodziała i 50 km po górach w dwa dni dosyć mocno nas wymęczyło.

IMG_5697-2

IMG_5724-2

IMG_5715

Pozostało nam kolejne pożegnanie się z Bajkałem, noc w muzeum kamieni i minerałów i zbieranie się na najpoważniejszy jak dotąd autostop. Kryzys w Irkutsku wynikał też z tego, że nasz następny punkt oddalony był o ponad 1000 km, a wracając do Sludjanki dystans zwiększył nam się o kolejne 100 km.

IMG_5731-2

IMG_5737-2

IMG_5741

Rano zamiast zrywać się z łóżka i zaczynać autostop do Krasnojarska o świcie woleliśmy odespać po trekkingu. Około 11 z centrum Sludjanki zabierają nas dwaj turyści wracający z innej części gór, z których wróciliśmy wczoraj. Chłopaki okazali się kolekcjonerami monet i z dna plecaków wygrzebaliśmy dla nich jakieś złotówki podróżujące z nami od kwietnia. O prezencie nie ma mowy, dostajemy ekwiwalent w rublach, a kierowca nadkłada kawał drogi żeby możliwie pomóc nam pokonać syberyjskie odległości. Dalej jakieś symboliczne podwózki, pierwsza ciężarówka w Rosji i wyścigowy KAMAZ wyprzedający osobówki, z którego ledwo udało nam się wysiąść. Rosyjski potwór był tak wysoki, że kierowca wspinał się do kabiny jak na bulderach.

IMG_5773

IMG_5776-2

Dzień z grubsza nam się kończył, a my za sobą mieliśmy dopiero 1/3 drogi do Krasnojarska. Mimo tego humory były dobre. Wieczory na Syberii są przepiękne, trwają trzy, cztery godziny, a my jadąc na zachód naturalnie je sobie wydłużamy. Zazwyczaj przy dłuższych trasach musimy cofać zegarek o godzinę.

IMG_5782

IMG_5804

IMG_5807-2

Stoimy przy stacji benzynowej, na której niestety spania brak, a jeszcze ciemno nie jest, więc łapiemy dalej. Ruchu na drodze praktycznie nie ma, a jak już coś jedzie to zazwyczaj tankuje i zawraca do wioski. Po 20 minutach od strony stacji zawołało nas dwóch – na oko nieciekawych gości. Stali oparci o złotego, terenowego Lexusa i dłubali wykałaczkami w zębach. Typowe ruski z przylizanymi grzywkami, do tego dwóch, ale jadą do Bratska, więc jeszcze dobre 200 km z nimi zrobimy. Do tego znają noclegownie przy drodze, żebyśmy jutro z rana mogli łapać, albo nawet pytać tirowców na parkingu.

IMG_5813-2

IMG_5820-2

IMG_5823-2

Plecaki idą do bagażnika. W środku obowiązkowe wyposażenie samochodu w tej części świata – bejsbolowa pała. Na wejście dostajemy do tyłu mieszankę armeńskiego koniaku z pepsi i zaczynamy się gościć. Z początku z tym bejsbolem, alkoholem i dwoma chłopami jesteśmy lekko spięci, chwilę później okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Chłopaki są myśliwymi, ja na to, że trochę wiem o co chodzi bo w rodzinie i wśród znajomych trochę osób poluje. Po tym przyjmują nas jak swoich mając pewność że nie zabrali jakichś zielonych. W ogóle tematy myślistwa w Rosji zawsze działa, można się nim bezpiecznie wymigać od tematów związanych z Ukrainą, które to prawie zawsze są poruszane przez kierowców, i prawie zawsze są tematami niebezpiecznymi. Zamiast tego można pogadać, że u nas dzików dużo, na Syberii za to pełno niedźwiedzi. Po utworzeniu kaskady z czterech ogromnych elektrowni na Angarze, ogromne miśki z północy kręcą się w okolicach miast i dużo w związku z tym problemów. Dalej jest tylko lepiej. Koktajl jest przepyszny, my wyluzowani, bo kierowca trzeźwy. Chłopaki pokazują zdjęcia rodzin, wlatują fotki z bani, wakacje w Soczi i złowione ryby. Pierwszy raz jest kupa śmiechu z mojego podręcznikowego rosyjskiego. Okazuje się, że poza tymi samymi przekleństwami wschodni slang ma jeszcze dużo ciekawych, nieznanych wcześniej słów.

IMG_5828-2

IMG_5841-2

Po tym jak w Egipcie spadł samolot z rosyjskimi turystami, a Turcy zestrzelili Mig’a, Putin zarządził wakacje w kraju. Wszyscy chcą jechać na Krym, ale Soczi to już spełnienie marzeń. Mówimy Ruskom, że z naszej perspektywy Abchazja to niedostępna kraina od zawsze wojująca z Gruzją, a oni nie mogą w to uwierzyć, przecież południowo-zachodni Kaukaz jest dostępny bez paszportu. Niestety, nie dla nas. Praktycznie nocą docieramy do obiecanego zajazdu. Jeden z gości pokazywał nam setki swoich selfie z ulizaną grzywą z drzewami, polami, dziewczynami i samochodami w tle, więc my też obowiązkowo musieliśmy dołączyć do kolekcji. We czwórkę zjedliśmy kolację, chłopaki pognali do siebie na północ, my padliśmy ze zmęczenia na niemożliwie zdemolowanym łóżku.

IMG_5852

Rano wstaliśmy, szybkie śniadanie i łapiemy dalej. Miejscówka zaraz za rondem. Po niecałych 5 minutach zatrzymuje się ogromny tir, praktycznie blokując ruch. Szybko wskakujemy i okazuje się, że jedziemy aż do samego Krasnojarska. Kierowca na początku milczący, okazuje się przesympatycznym dziadkiem, który z dumą opowiada nam o narodzinach wszystkich swoich dzieci i wnuków (pamiętając dokładne daty i godziny urodzin). Częstuje nas też wielkim kubkiem jagód i włącza kanał z radzieckim disco polo. Jedzie się przewygodnie, na zmianę rozkładamy się na tylnym łóżku i odpoczywamy. Mamy też przyjemność spędzić ponad godzinę jadąc 15 km odcinek obwodnicy, który nawet z polną droga ma niewiele wspólnego. Wieczorem docieramy do Krasnojarska, gdzie pierwszy raz w trakcie pobytu w Rosji ktoś zainteresował się registracją, i w hostelu pani spędza ponad godzinę na kserowaniu wszystkich wiz w naszych paszportach, a rano dostajemy dokumenty.

IMG_5772

Mapka zaktualizowana. Duże obrazki tradycyjnie po kliknięciu w ostatnie zdjęcie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s