#15 Rosja z życia wzięta

Do Chabarowska dotarliśmy dość późnym wieczorem. Autostop wyrzucił nas w centrum miasta i musieliśmy jeszcze dojechać do naszych hostów. Czekając na przystanku podjechał autobus numer 105 otworzyły się drzwi i wypadł z niego jakiś przepijany facet obijając się o taksówkę. Gościa ogarnięto, samochód chyba też cały, bo taryfiarz popatrzył, popatrzył i wrócił do fury. No tak – Rosja.

IMG_5105-2

Udaje nam się dotrzeć. Ale hmm.. nie jesteśmy zbyt miło przyjęci przez hostów. W mieszkaniu oprócz naszej rodziny jest jeszcze jedna para, Rosjanie, którzy podróżują od 2 lat!!! I zjechali już wszystkie możliwe kontynenty poza Afryką. Wszystko autostopem z noclegami na praktycznie tylko na Couchsurfingu… Podziwiamy po pierwsze ich wytrzymałość, a po drugie to, jak mogli ze sobą tyle czasu wytrzymać! Nam już idzie dym uszami, hehe.

IMG_5108

Jest późno więc długo nie gadamy, rozkładamy materac i wszyscy idziemy spać. Rano w małym mieszkanku trochę tłok, a do tego niespełna 3-letni Andrzej szaleje na całego. Chłopiec okazał się niesamowitym talentem. Jego mama płynnie mówi po japońsku, a dodatkowo oboje rodzice po angielsku. Andrzej, chyba nie do końca świadomie, miesza wszystkie trzy języki, gaworząc sobie to po rosyjsku, to po angielsku, czasami zaskakując wszystkich japońskim słówkiem.

IMG_5110-2
Pierwszy dzień Chabarowsk zwiedzamy z rosyjską parą. Miasto jak każde w Rosji, szare z rzeką pośrodku. Ale jest ładna promenada i dwie piękne cerkwie. Odwiedzamy kolejne bary mleczne w największym kraju świata, które mają się tutaj naprawdę nieźle, a do kasy zawsze stoją kolejki. Nowi znajomi opowiadają o swojej podróży, a my z Michałem oboje stwierdzamy, że 2 lata to STANOWCZO za długo. Nasi znajomi jadą kolejnego dnia aż do Ułan-Ude – ponad 50h w pociągu! Na ryniaczu robimy wspólne zakupy. Słyszeliśmy, że takie ryneczki to w Rosji już rzadkość. Aktualnie jesteśmy w Irkucku i ta wersja się jednak nie potwierdza. Stragany są wszędzie, świeże warzywa, owoce, chińskie dresy adidasa i disco polo z głośników. Dokładnie tak. I jeszcze wypożyczalnie kaset dvd. Rosjanie średnio zorientowani są w tym, co się dzieje w miastach niedaleko. Moskwa to już w ogóle pewnie dalej niż koniec świata.

IMG_5119

IMG_5131

Kolejny dzień spędzamy już tylko z naszymi hostami. Na początku trochę nieśmiali i zamknięci okazują się być fantastyczną rodzinką. Na obiad prawdziwa uczta. Świeżo wędzone ryby. Na naszych talerzach dobra ryba widziana była ostatnio w Polsce, więc jemy i aż oblizujemy palce. Wieczorem Anton, który jest chirurgiem-neurologiem, opowiada nam szalone historie z czasów swojego stażu we Władywostoku. Wesoło na medycynie w Rosji musi być.

IMG_5132

Na pożegnanie dostajemy od goszczącej nas rodzinki prezent – przepięknie wydane bajki Puszkina. Tak dla poćwiczenia rosyjskiego. Czas ruszać dalej. Stajemy na drodze i dość szybko łapiemy autostop który wyrzuca nas na dobrej miejscówie poza miastem. Na kartonie napisaliśmy sobie Polsza i faktycznie – działa. Coraz częściej samochody się zatrzymują i pytają „jaka Polsza?” i tak od słowa do słowa wsiadamy w kolejne auta.

IMG_5134-2

Nasz następny kierowca jedzie do Birobidżanu, małego zadupowego miasta w Rosji. Co prawda Żydow już tam niewiele, ale miasto jest stolicą Żydowskiego Obwodu Autonomicznego (tak, taki twór istnieje w Rosji). Założone zostało zgodnie z zasadami polityki etnicznej ówczesnych władz i miało być domem dla Żydów zmuszonych do migracji. Miasto jest okropne, jeszcze chyba nigdy w tak brzydkim nie byliśmy. A mieliśmy tę nieszczęsną przyjemność, bo wyrzuceni na głównej drodze zostaliśmy po prostu zjedzeni przez komary. Zdesperowani z plecakami dogoniliśmy naszego kierowcę i podjechaliśmy z nim do centrum, żeby wsiąść w pociąg.

IMG_5143

Owady uniemożliwiły dalszy autostop. Najlepszy pociąg odjeżdżał o 20, a na miejscu – w Błagowieszczeńsku był rano, tak więc cały dzień wałęsaliśmy się po tym smutnym, jeszcze bardziej szarym niż inne miasteczku. Czuliśmy się jak turyści w amerykańskim horrorze, którym zepsuł się samochód gdzieś na zadupiu i wszyscy lokalesi na nich krzywo patrzą. W miasteczku etniczny mix, nawet sporo Cyganów się znalazło.

IMG_5144

Noc w pociągu też za wesoła nie była. Kupiliśmy klasyczne siedzenia i na pierwszy rzut oka – rewelacja! Dużo przestrzeni, można się wygodnie rozłożyć. Aż tu nagle mały rosyjski chochlik: poręcz między siedzeniami się nie składa. Nocna jazda w pociągu była masakrą. Tak niewygodnego pojazdu szynowego jeszcze nasze poślady nie zaznały. Żeby tego wszystkiego za mało nie było, rano pani w kasie na dworcu w Białogorsku nas, mówiąc brzydko i dobitnie szczerze, wydymała, kłamiąc że do Błagowieszczeńska żadne pociągi już nie kursują, ale za to jest marszrutka – 400 rubli/osoba. Chyba przemiła pani miała jakiś dobry układ z kierowcami, ale ponieważ było wcześnie rano, byliśmy mega zmęczeni i była to jedyna otwarta kasa, a nam niekoniecznie chciało się kłócić, wsiedliśmy do marszrutki.

IMG_5189

W Błagowieszczeńsku za to czekała nagroda za wszystkie nasze trudy. Nasz host. Egor mówił tak sam dobrze po polsku, rosyjsku i angielsku, więc każdy mógł trenować język jaki chciał. Poza tym wielkie wygodne wyro na sam start dało nam odpoczynek po nieprzespanej nocy. Jak się dowiedzieliśmy Egor planuje podróż do Polski na jesień, więc wreszcie będzie to nasz pierwszy host, któremu NAPRAWDĘ będziemy mogli się odwdzięczyć. Egor, wiemy że czytasz (w ramach treningu językowego), zapraszamy do Gdańska! Nie możemy się doczekać!

IMG_5146

IMG_5148

Dni w Błagowieszczeńsku płynęły sielsko. Pierwszego, z naszym hostem zrobiliśmy sobie wycieczkę zapoznawczą z miastem i jego historią. Egor poznał nas też ze swoimi przyjaciółmi ( tutaj cała sielskość wypływa a i tłumaczy czemu z miasta tylko 3 zdjęcia), każdego wieczora czas umilał nam różnorodny rosyjski alkohol. Ja, stęskniona za winem, jednego dnia zasmakowałam takiego rosyjskiego, słodkiego, sprzedawanego na rozlew, a rozlało się chyba aż za wiele. Wracając o świcie do domu wszyscy wiedzieliśmy, że kolejny dzień do lekkich nie będzie należał. Nie należał, ale wieczorem już nikt o tym nie pamiętał i po raz kolejny wszyscy razem (z małym mopsem Sofą) sączyliśmy już tylko rosyjskie piwko.

IMG_5149-2

IMG_5150

Dalej zaplanowaliśmy podróż do Czyty. Miasta, w którym jak wszyscy nam mówili, kompletnie nic wartego zobaczenia nie ma. Sama podróż miała być dla nas pierwszą wspólna przejażdżka koleją transsyberyjską. Już po wejściu do pociągu czuliśmy, że najłatwiej nie będzie. Pociąg oczywiście bez klimy, ale bez otwieranych okien, kolejny rosyjski psikus.

IMG_5164

IMG_5154

IMG_5158-2

Przejechaliśmy może z 10 km i okazało się, że pod nasz pociąg, chcący czy nie, ktoś wpadł. No to moje pierwsze doświadczenie z transsybirem zapowiadało się na naprawdę ciężkie i bogate w w emocje. Nasz przejazd trwał prawie dwie doby. W czasie podróżny pasażerowie na sąsiednich łózkach się wymieniali, łączyły ich jednak trzy rzeczy. Wszyscy po pociągu chodzili bez koszulek, wystawiając swoje bębenki na widok wszystkich pasażerów (panie z kolei ubierały spodenki długości majtek – ku uciesze męskiej części podróżnej), chyba wszyscy mieli buty z bazaru – sądząc po zapachu, a po trzecie – jedli zupki chińskie z duuużym dodatkiem majonezu.

IMG_5182

IMG_5166-2

IMG_5199

IMG_5210-2

Ale udało się i szczęśliwie dojechaliśmy do Czyty. Mimo może marudnego i pesymistycznego tonu, klimat naprawdę był wschodni i nam się podobało. Cały ponury dzień w Platzkartnym był idealny żeby leżeć na brzuchu, patrzeć na północ i myśleć sobie, że w mijanym lesie może nikt nigdy nie chodził, bo i po co. Z hostami było tam naprawdę ciężko, więc zarezerwowaliśmy sobie jeden nocleg w hostelu – pokój 10-osobowy. Dłużej tam być nie planowaliśmy – zgodnie z wcześniej słyszanymi opiniami o mieście.

IMG_5220

IMG_5221

IMG_5223-2

Hostel wyglądał ciekawie. Pani przywitała nas szerokim uśmiechem i informacją, że w Czycie remonty instalacji i przez 10 dni w mieście nie ma ciepłej wody. Ekstra, przecież po dwóch dobach w pociągu nie marzyłam o umyciu się. Ok, Michał zebrał siły i poszedł pod prysznic. W tym czasie przemiła pani przyszła do mnie z nowiną, że jak my Polacy, to boss zarządził dla nas własny pokój z łazienką. Ok. Co prawda nadal bez ciepłej wody, ale luksus niesamowity!

IMG_5231-2

IMG_5234-2

IMG_5245-2

IMG_5235

IMG_5241

W mieście faktycznie nic zaskakującego nie było. Był Lenin, park z czołgami, rozkopane ulice i jedna mega ulewa. Ale jakoś postanowiliśmy zostać dzień dłużej. Odkryliśmy też rewelacyjną włoska restaurację z przepyszną pizzą i herbatą, a zaraz obok hostelu stała buddyjską świątynia.

IMG_5249

IMG_5253-2

IMG_5257-2

IMG_5267-2

IMG_5261-2

Postanowiliśmy też zrobić sobie wieczór totalnego luzu, kupiliśmy zapas piwka, chipsów o smaku Messiego i odpaliliśmy głupie filmiki na youtubie. Tak zakończyliśmy całkiem sympatyczną przygodę z Czytą, kolejnego dnia rano ruszyliśmy łapać autostop, tym razem do Ułan-Ude.

IMG_5270

IMG_5279

Mapka zaktualizowana. Duże obrazki tradycyjnie po kliknięciu w ostatnie zdjęcie z Sandrą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s