#14 Żegnamy Chiny, witamy Rosję

Czas pędzi nieubłaganie. My już w Czycie, Rosja nas pochłania i nawet nie ma kiedy napisać notki. Ale czas nadrobić zaległości.

IMG_4941-2

Po intensywnym tygodniu w Pekinie znowu rozłożyliśmy się w ostatnim już, komfortowym pociągu w Chinach, który zawiózł nas do największego miasta „niedaleko” granicy – Harbinu. Mimo że nasz pobyt był krótki, obfitował w ciekawe doświadczenia i spotkania. Dużo wcześniej znaleźliśmy sobie hosta, a właściwie hostkę, która, wnioskując po jej profilu, była doświadczonym podróżnikiem, ale i gospodarzem. Po naszym przyjeździe okazało się, że nie ma czasu kompletnie na nic, bo organizuje wielki event, w którym my również bierzemy udział.

IMG_4939-2

IMG_4965-2

IMG_4954-2

Ale jak to?! Wyszło na to, że poza tym, że przekimaliśmy tam jedną noc, na chińskim streamie obejrzeliśmy mecz ze Szwajcarią, to byliśmy też materiałem wystawowym na największym w okolicy zlocie początkujących businesswomen. Ponad setka babeczek zgromadziła się w jednym z bardziej luksusowych hoteli w mieście na spotkaniu, w czasie którego (tak nam się wydaje) prezentowały swoje rodzące się biznesy. Międzyczasie odbył się pokaz tradycyjnego piśmiennictwa chińskiego, tradycyjnego parzenia herbaty i mniej tradycyjnych disco tańców. Naszym (i nie tylko naszym) zadaniem było wyjście na scenę. Koniec. Okazało się, że nasza hostka zaciągnęłam tam też swoich poprzednich gości, im jednak doszła dodatkowa rola: granie na gitarze i śpiewanie.

IMG_4978-2

IMG_4988-2

IMG_4971-2

Trochę nie wiemy jaki biznes rozkręca nasza znajoma, ale było całkiem śmiesznie i miło, zrobiliśmy sobie miliony zdjęć ze wszystkimi, dostaliśmy małe upominki i owocową pizzę, po czym spędziliśmy super wieczór z zapoznaną na pokazie parą. Para ta to Ksenia i Pavel z Rosji, którzy dopiero rozpoczynali swoją podróż po Chinach. Pavel super gra na gitarze i śpiewa, Ksenia pomaga mu na bębenku i tak mają zamiar zarobić na przejechanie Chin. Kibicujemy, naprawdę fajna z nich para. W samym Harbinie czuć już mocno rosyjskie klimaty, które głównie tworzą rozsiane wszędzie sklepy z pamiątkami z Rosji i kilka rosyjskich restauracji.

IMG_4945-2

My jeszcze tego samego wieczora musieliśmy zebrać się na pociąg na granicę. Wróciliśmy – szybki prysznic i w deszczowym Harbinie złapaliśmy taksówkę na dworzec. Podróż miała trwać 7h, więc zdecydowaliśmy się na hard seatery, czyli najgorszą klasę w Chinach. Było twardo, ciasno i głośno. Udało nam się dotrzeć na dworzec autobusowy w Suifenhe. No i zaczęła się kombinacja z wjazdem do Rosji. Oczywiście granicy nie można przekroczyć pieszo, chcieliśmy więc kupić bilet na krótki przejazd z Suifenhe do Pogranichnyy (przygraniczne miasteczko w Rosji). Zostawiliśmy sobie trochę kasy na taki wydatek.

IMG_4990-2

IMG_4993

Michał pyta o bilet w kasie, a pani pyta Michała o przewodnika… Jakiego przewodnika?! Granicy nie można przekroczyć samodzielnie. Trzeba być częścią zorganizowanej grupy, a bilet w kasie może kupić tylko przewodnik. Ekstra… Po chwili rosyjskich pogadanek grupa nam się znalazła, pani przewodnik też. Ale – bilet kosztuje 170 Y za osobę, a oczywiście pani przewodnik liczy sobie prowizję. Tym sposobem wydaliśmy ostatnie rezerwowe dolary, które całe szczęście mieliśmy jeszcze w zapasie (reszta poszła na wizy – będąc turystą nie ma szans zapłacić za wizy w lokalnej walucie). Trochę zestresowani sytuacją (była 6 rano, my niewyspani po pociągu, a wokół sami rosyjscy handlarze z szerokimi barkami) czekaliśmy na odjazd busa. Pierwszy przejazd trwał może 5 minut. Wszyscy wyskoczyli na chińskiej granicy i doświadczeni ustawili się w kolejkę. Nas wysłali na początek, żeby szybciej poszło. Pani celnik wzięła mój paszport i oglądała go przez 5 minut, po czym zawołała kolegę, który zadzwonił po kolejnego kolegę… No tak, unijny paszport to rzadkość w tym miejscu. Odstawili nas na bok, po chwili przyszedł chłopak w krótkich spodenkach i sandałach, zabrał nasze dokumenty i sobie gdzieś polazł. Ja biegnę za nim, no bo jak to, przecież to aktualnie najważniejsza rzecz dla nas, no ale nie mogłam wejść dalej.

IMG_4996-2

I tak godzinę staliśmy na przejściu, nasza grupa już dawno odjechała, a nasze paszporty zwiedziły najprawdopodobniej wszystkie zakamarki na granicy, tylko po to, żeby ludzie mogli je pooglądać. Międzyczasie kierownik straży granicznej zorientował się, że mówimy po rosyjsku i obiecał nam priorytetowe wejście do pierwszego autokaru, a młodziutki celnik (jedyny, który mówił po angielsku) miał radochę, bo został wyróżniony do zajmowania się nami w czasie kontroli. Nawijał że Lewandowski to super piłkarz, hehe. Pan w sandałach przyniósł nasze paszporty, które ponownie zostały obejrzane przez wszystkich możliwych strażników zgromadzonych dookoła. Ostatecznie pani celnik przybiła pieczątkę wyjazdową i tak jak mieliśmy obiecane, jako pierwsi zajęliśmy miejsca w autokarze kolejnej grupy przekraczającej granicę.

IMG_5000

Następny przejazd po ziemi niczyjej (swoją droga bardzo pięknej) i granica rosyjska. Szybko przypomnieliśmy sobie z Michałem, jaka firma ma nas gościć w Moskwie (no bo nasza wiza biznes klasa) i na lekkim spięciu (nijak jak biznesmeni nie wyglądamy) podeszliśmy do okienka. Pani była miła i uśmiechnięta, przybiła pieczątki i puściła dalej – może 3 minuty zajęło nam wejście do Rosji. Ostatni przystanek tego drogiego między granicznego busa to wspomniane wcześniej miasteczko Pogranichnyy. Sekundę po opuszczeniu busa zajadaliśmy się barszczem z bułką, popijając to wszystko kefirem, kończąc na drożdżówce z makiem. Dopóki nie spróbowaliśmy, nie zdawaliśmy sobie sprawy jak brakowało nam swojskiego jedzenia! Cierpliwie (6h) poczekaliśmy na autobus do Władywostoku, w którym z szalonym kierowcą spędziliśmy kolejne 4 godziny. Całe szczęście zarezerwowaliśmy sobie wcześniej hostel, który okazał się idealnym miejscem do wypoczynku. Żeby zakończyć tak wspaniały kulinarnie dzień, na kolację zjedliśmy twaróg ze szczypiorkiem i wreszcie smacznymi pomidorami. Do pełni szczęścia brakowało dobrego piwka, ale po 22 w Rosji już niestety kupić go nie mogliśmy…

IMG_5005

IMG_5015-2

IMG_5035-2

Pierwszy dzień we Władywostoku to było totalne wywalanie się z jednego kąta łóżka na drugi. Hostel był idealny, piękna kuchnia, łazienki i możliwość wyprania wszystkich brudów naprawdę dały nam pełnie szczęścia. Wyszliśmy na spacer nad morze, gdzie mimo chłodu i nieciekawej pogody sporo ludzi – w końcu w Rosji kanikuły. Klimat podobny jak we Władysławowie, wszędzie budki z lodami, watą cukrową i drogimi pierdołami, a z miejskich głośników głośne rosyjskie disco. Na pierwszy rzut oka dla mnie Rosja była dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażałam. Obiad w mlecznym barze, spacer po bulwarze z nim, razem. A później leniuchowanie w hostelu.

IMG_5038-2

IMG_5042

IMG_5046-2

Hostel zarezerwowaliśmy na 2 noce, a kolejne 3 we Władywostoku mieliśmy spędzić na couchsurfingu. Spakowaliśmy więc rzeczy, a plecaki mieliśmy zostawić w hostelu (bo nasi gospodarze w domu byli dopiero przed 20). Jeden z założycieli tego super miejsca zaoferował, że się z nami przejdzie, bo i tak nie ma co robić. Był to jeden z fajniejszych dni w Rosji dotychczas. Pokazał nam całe centrum, nabrzeże i dworzec kolejowy, załapaliśmy się nawet na 40-minutowy rejs motorówką, w czasie którego widzieliśmy dwa ogromne mosty i dwie rosyjskie wyspy. Zjedliśmy tradycyjnego pieroga z kapustą i co najlepsze, w czasie jedynego słonecznego dnia odwiedziliśmy małą latarnię morską. Wieczorem zebraliśmy się do naszych hostów.

IMG_5069-2

IMG_5072-2

IMG_5073

IMG_5077

IMG_5082

IMG_5087-2

IMG_5088-2

Wiedzieliśmy, że nie będziemy tam jedynymi gośćmi. Nasi gospodarze – Tanya i Roman są naprawdę aktywni na couchsurfignu i przyjmują bardzo wielu turystów pod swój dach. Pierwszego wieczora poza nami była jeszcze para Azjatów z USA, dla których Rosja jest ostatnim przystankiem na trasie. Wcześniej zjechali już całą Azję. Do późnej nocy siedzieliśmy i gadaliśmy, po czym rzuciliśmy się spać na podłogę. Tanya i Roman są takim typem couchsurferów, którzy planując wakacje wybierają zawsze takie miejsca, żeby móc odwiedzić goszczonych przez siebie ludzi – ciekawy sposób spędzania wolnego czasu.

IMG_5093-2

IMG_5096-2

IMG_5098-2

Nam Władywostok naprawdę się podobał, jednak przyszła pora ruszać w dalszą drogę. Tym razem już nie pociągiem, a autostopem. Zebraliśmy się z samego rana, przygotowaliśmy karton i szamę na podróż i opuściliśmy nasz pierwszy przystanek w ogromnej Rosji. Kierunek Chabarowsk.

IMG_5100-2

Wspomniany wcześniej gościu z hostelu opowiadał o 10-dniowych autostopach Władywostok-Kaliningrad. To plus jeżdżące przy porcie w poprzednie dni ogromne ciężarówki amerykańskiego typu dawały nadzieję na lekką i przyjemną przejażdżkę. Niestety w sobotę rano przez prawie godzinę przejechało tylko kilka osobówek z zaspanymi „russian face”, gruzowika żadnego. Na szczęście chwilę później zatrzymał się mega sympatyczny architekt Wiktor z jednym okiem, który chciał nas ugościć (chyba było mu smutno, że tylko 150 km z 800 nas może podwieźć) wręczając pół kilo ptasiego mleczka na drogę. Tam złapaliśmy kolejny autostop na 20 kilometrów, gdzie tym razem starsze małżeństwo chciało nas ugościć cukierkami i świeżo zerwanymi irysami dla Sandry. Po dwóch autostopach kilometrów wiele za sobą nie mieliśmy, za to z podarkami ciężko było się zabrać. Dalej kolejna podwózka na 150 km, przepyszne pierogi w przydrożnym barze i 1,5 h bezowocnego łapania na głównej, kompletnie pustej drodze. Do Chabarowska dopisaliśmy Polsza, ale i tak chodziliśmy już po wiosce pytać o ewentualny pociąg. Aż tu nagle pojawił się znienacka, jak kilka lat temu na niebie, jadący do Czelabińska szaleniec. Dawał sobie tydzień na te ponad 7000 tyś km. i z chęcią zebrał wszystkie graty z tyłu żeby zrobić miejsce dla Sandry, ja poszedłem do przodu.

IMG_5102-2

Idealna jazda czasami główną narodową polną autostradą Rosji. Widoki przepiękne, tematów do rozmowy dziesiątki. Alek świata trochę zjeździł, bo sam z Duszanbe (on z Azji Środkowej, wody pić nie musi w ogóle), potem z rodzicami mieszkał 5 lat pod Żaganiem (tata był stacjonującym w Polsce radzieckim czołgistą). Dalej gdzieś w Kazachstanie i wszędzie w Rosji, chociaż Władywostok podobno najlepszy. Tak jechaliśmy godzinami gadając, śpiąc i patrząc za okno. Późnym wieczorem dotarliśmy na miejsce.

Mapka zaktualizowana. Duże obrazki tradycyjnie po kliknięciu w ostatnie zdjęcie z Sandrą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s