#13 Xi’an i Pekin – dwie stolice

Kolejnym miastem na naszej trasie po Chinach było Xi’an. Nocka w idealnym (poza ceną) chińskim pociągu typu hard sleeper i o 7 rano docieramy do dawnej stolicy Państwa Środka. Z dworca odbiera nas Je D. Szukaliśmy Couchsurfingu, ale jakoś tak było, że nie było gdzie spać, a w sumie obiecaliśmy gościowi poznanemu w hostelu w Chengdu, że go odwiedzimy. Po 20 min rozmowy i wspólnym zdjęciu trudno mówić, że dobrze się znaliśmy, więc lekko się czając pomyśleliśmy no risk, no fun. Z tego wyszedł idealny Couchsurfing z tym, że Je D o całej tej idei nie miał zielonego pojęcia. Po prostu chciał poćwiczyć angielski, a przede wszystkim nas ugościć w swoim wolnym po obronie dyplomu czasie.

IMG_4742-2

Jak każdy poznany lepiej chińczyk miły, uśmiechnięty, zakręcony i nieogarnięty. Już pierwszego dnia jadąc z dworca do domu wsadził nas do wagonu metra samemu do niego nie wsiadając. Bez chińskiego numeru, bez wi-fi pod ziemią szukaliśmy się przez następne 2 godziny.

IMG_4672-2

IMG_4676

Mama Je D’a kupiła ogromne mieszkanie na 22 piętrze chińskiego wieżowca, niestety młody wolał mieszkać na kampusie. Apartament miał 4 ogromne pokoje, w których były tylko łóżka, dodatkowo w salonie stał keyboard i 10 egzemplarzy biblii po Chińsku. Na ścianie krzyż. Je D coś nam tłumaczył, ale przez pierwsze dwa dni jego angielski był baaaardzo daleki od naszego. Mimo to nasz chiński kumpel był tak sympatyczny i zaangażowany, że nikomu to nie przeszkadzało. Dodatkowo miał w Xi’an znajomą z UK studiującą chiński, do której na wakacje przyleciała znajoma z Niemiec. Plus dwie ich chińskie koleżanki znające angielski i zrobiła nam się spoko międzynarodowa ekipa.

IMG_4665-2

IMG_4667-2

IMG_4656-3

Dawna stolica Chin miała jedną główną – i jak się później niestety okazało – nudną atrakcję turystyczną, którą niestety odwiedziliśmy. Jeden z ośmiu antycznych cudów świata – Armia Terakotowa… Je D pochodził spod Shanghai’u i mieszkając w Xi’an przez 4 lata nie miał jeszcze okazji odwiedzić tego miejsca, więc zaproponował żeby pojechać razem. Idealnie…

IMG_4698

IMG_4700

IMG_4701-2

IMG_4703-2

Armia terakotowa to 3 zadaszone dziury w ziemi. Jedna wielkości hali sportowej, druga jak Plac Defilad w Warszawie, kolejna jeszcze większa. Z grubsza to tyle. Zdjęcia armii, które obiegają świat są dalekie od tego, co naprawdę można tam  zobaczyć. Sami żołnierze są albo daleko, albo zdemolowani i daleko i w ekspozycji nie ma ich tak wiele. Je D był chyba jeszcze bardziej znudzony niż my. Cały czas udawał zainteresowanego, ale na koniec wymiękł.

IMG_4706-2

IMG_4708-2

IMG_4722-2

Zdecydowanie ciekawsze były pokazane nam przez naszego hosta knajpy i wieczorne rozmowy przy nie więcej niż jednym piwku. Nasz kolega twierdził, że po dwóch będzie nieprzytomny, po czym jednego dnia wyskoczył nam z – jak twierdził „białym winem”. 45 procentowy, ciepły alkohol…
Pierwszego dnia na obiad Je D zabrał nas na obiad do knajpy serwującej chińskie jedzenie z chyba każdym możliwym rodzajem makaronu. Zdecydowanie najlepszy makaron jaki w życiu gdziekolwiek jedliśmy. Dodatkowo elegancki czajniczek, filiżanki. Niestety to nie zielona herbata ale woda odlana z gotowanego wcześniej makaronu. Podobno super pomaga w trakcie jedzenia pikantnego.

IMG_4734-2

IMG_4667-2

IMG_4695-2

Je D miał do pozałatwiania ostatnie formalności na uniwerku, my w tym czasie chowaliśmy się przed upałem. Wieczorami razem kręciliśmy się pomiędzy Wieżami Dzwonu i Bębna, albo w Dzielnicy Muzułmańskiej. Chińczycy a do tego muzułmanie, niezły mix.
A propos islamu. W Europie skojarzenia mamy trochę inne, ale religia ta związana jest z niesamowitą gościnnością. Kolega Je D’a, który odwiedzał państwa Azji Centralnej z zachwytem opowiadał naszemu znajomemu jak go przyjmowano. Je D na sam koniec urzekł nas opowieścią połączoną z odrobiną chińskiej filozofii, że przyjmowanie gości jest jak koło. W naszym wypadku skoro odebrał nas z dworca, przyjął jak umiał najlepiej musiał też odprowadzić nas po kilku dniach na pociąg. To, plus wspomniana wyżej islamska gościnność dawały Je D’owi nadzieję, że jeżeli on będzie pomagał innym nigdy nie zostanie sam w potrzebie. Oboje marzymy o tym, żeby kiedyś odebrać go z lotniska i pokazać trochę naszego kraju. Jak prawdziwy Chińczyk z początku nie widział sensu podróżowania poza swój kraj. Ostatniego dnia oglądając nasze zdjęcia pytał jak i gdzie wyrabiać wizę do UE.

IMG_4748-2

IMG_4751-2

IMG_4755-2

IMG_4692

IMG_4690-2

IMG_4731-2

Kolejny nocny hard sleeper i jesteśmy w Pekinie. Ze znalezieniem spania w stolicy nie mieliśmy najmniejszego problemu. Jako lekką zaprawę przed Rosją w pierwszej kolejności napisaliśmy do Andrieja – Rosjanina od kilku lat mieszkającego w Pekinie.

IMG_4758-2

Postać na tyle barwna, że nie wiadomo od czego zacząć. Nie wiem jak to możliwe, ale 23 letni chłopak był już pracownikiem ambasady rosyjskiej, tłumaczem, modelem i we wszystkim ma kilkuletnie doświadczenie. Skończył 2 uniwerki, aktualnie pracuje w finansach. Jest jedynym nie chińczykiem w firmie, ale to żaden problem. Język opanował na tyle, że pisze testy zawodowe po chińsku i nie musi pracować z zagranicznymi. Długo by jeszcze wymieniać, a pewnie i tak nie wszystko zapamiętaliśmy, bo w codziennie szczęki nam opadały przy okazji nowych i nowych opowieści.

IMG_4787-2

IMG_4865

IMG_4866

Z racji pracy Andrieja jego mieszkanie zlokalizowane było w finansowo-ambasadowej dzielnicy Pekinu. Lokalizacyjnie i komunikacyjnie chyba lepiej się trafić nie dało.
My lekko zaczadzeni po nocnym pociągu i porannym upale i braku śniadania nie mogliśmy zebrać się do kupy. Na szczęście Andriej nam w tym pomógł. Pierwsze dwa dni naszego pobytu przypadały w weekend i wiedział, że nie ma co marnować czasu. Zdążyliśmy zdjąć plecaki a już biegliśmy za naszym hostem, który 10 metrów przed nami, jak prawdziwy mieszkaniec Pekinu, jechał rowerem.

IMG_4864

Pierwszy, jak to nazwał „brunch” był dla nas kolejnym kulinarnym uniesieniem. Za 3 zł każdy dostał drewniany koszyk przepysznych gotowanych na parze małych bułeczek z mięsno-warzywnym farszem. Do tego sos sojowy i trochę pikantnej papryczki. Wiedzieliśmy, że lokalesowa knajpa pod blokiem, bez menu i obrazków będzie nas gościła dosyć często. Jeżeli chodzi o jedzenie, to z każdym dniem było tylko lepiej. Spłukaliśmy się dosyć mocno na chińskich pociągach, kurs wymiany dolara po ogłoszeniu wyniku Brexitu stał się dla nas tragiczny, mimo to ostatnie pieniądze wydaliśmy żeby tylko popróbować wszystkiego, co Andriej chciał nam pokazać.

IMG_4902

IMG_4894

IMG_4917-2

Wracając z brunchu nasz host zorientował się, że mimo szczerych chęci nie jesteśmy w stanie za nim pieszo nadążyć. Godzinę później śmigaliśmy rowerami we trójkę, a wieczorem z razem z Heleną – brazylijską dziewczyną Andrieja ścigaliśmy się między hutongami. Hutong to nazwa tradycyjnej, parterowej zabudowy chińskiego miasteczka. Uliczki wąskie na 1-1,5 metra, czasami węższe niż kierownica w rowerze. Na tyle długie i zawiłe, że wjeżdżaliśmy i wyjeżdżaliśmy zawsze na czuja, czasami zawracając ze ślepego podwórka. Kilka razy widzieliśmy otwarte drzwi, za którymi praktycznie od razu stało łóżko, które okazywało się często jedyną rzeczą w mieszkaniu. Czasami słychać było jeszcze włączony telewizor.

IMG_4888

IMG_4878

W niedziele para naszych nowych znajomych nie chcąc tracić czasu zabrała nas do Pałacu Letniego. Helena pochodzi z Sao Paulo, studiuje w Londynie, a aktualnie jest na stażu w Pekinie. Do końca praktyk zostały jej tylko 3 tygodnie, a ciągle miała do odwiedzenia kilka miejsc w stolicy.

IMG_4762

IMG_4759-2

IMG_4773

IMG_4778

Pałac Letni byłby pewnie średnio ciekawym, ogromnym parkiem zwiedzanym w upalny dzień, gdyby nie zaangażowanie naszych znajomych. Andriej z zainteresowania, ale i jako pracownik placówki dyplomatycznej, z historii Chin, Rosji i ogólnie świata przygotowany był jak mało który przewodnik. Pod wieczór padaliśmy, ale kolejna rundka rowerami po hutongach było do zaliczenia obowiązkowo.

IMG_4790

IMG_4792-2

IMG_4801-2

IMG_4806

Kolejne dni to już wspólne śniadanie i tylko zwiedzanie we dwójkę. Andriej w pracy, Helena na praktykach do 18-19. Wieczorem wspólny obiad i cudowna szisza przed spaniem, żeby oczyścić płuca z pekińskiego smogu.
Początkowo wysłaliśmy do Andrieja pytanie o 3 dni, po pierwszym dniu kazał nam zostać u niego do końca naszego tygodniowego pobytu. Pierwszy raz byliśmy u jednej osoby dłużej niż 4 dni i pierwszy raz podczas tej podróży siedzieliśmy w jednym miejscu tydzień czasu. Ale był to też najbardziej intensywny tydzień naszego całego wyjazdu. Chcąc zobaczyć cokolwiek z tego 20 milionowego miasta musieliśmy się sporo nalatać.

IMG_4824-2

IMG_4826-2

IMG_4831-2

IMG_4836

IMG_4838-2

Wielki Mur Chiński (zaaajebisty), Świątynia Lamy (w której jest posąg wykonany z jednego pnia o wysokości 26 metrów – przepiękne miejsce), markety z podróbkami wszystkiego co na świecie produkowane, Zakazane Miasto, Plac Niebiańskiego Spokoju (Tian’anmen), ulicę z grillowanymi skorpionami i płodami gołębi, plus dziesiątki innych ciekawych miejsc polecanych przez naszego hosta, lub znalezionych przypadkiem samemu…

IMG_4844-2

IMG_4847-2

IMG_4852-2

Tak nam leciały dni aż do czwartku, kiedy to trafiły się akurat moje 25 urodziny. Wieczorem umówiliśmy się na obiad, wiedząc, że wrócimy późno sziszę zapaliliśmy przed wyjściem. Po jedzeniu poszliśmy do supermarketu, który nie wiemy jakim cudem zamienia się w jedna z lepszych miejscówek do picia piwa w Pekinie. Tam do naszej trójki dołączyła przypadkiem jakaś babeczka z Mongolii, która mówiła chyba wszystkimi azjatyckimi językami, Irlandczyk pracujący w jednej z unijnych instytucji, który miał 4 nerki, chińska znajoma Andrieja i na koniec Helena z czekoladowym torcikiem i zapalonymi świeczkami. Taki kawał od domu, z kompletnie obcymi ludźmi trafiły się idealne urodziny z tortem, prezentem i różnymi napojami. Na koniec skoczyliśmy jeszcze na porządną imprezę, której po 3 miesiącach podróżowania oboje z Sandrą mocno potrzebowaliśmy. Mimo krótkich spodenek i japonek do kostiumu bawiliśmy się jak należy wśród imprezowiczów z całego świata. Podpatrzyliśmy też rosyjskiej szkoły tańca niczym z youtubowych kompilacji.
W okolicach drugiej we czwórkę jakoś wróciliśmy do domu. Pięć godzin później Andriej wracał do pracy, a nas czekał ostatni dzień zwiedzania z emocjami, przy których Brexit to był pryszcz. Na szczęście wszystko skończyło się elegancko.

IMG_4898-2

IMG_4921-2

W piątek wieczorem trochę męczyły nas wyrzuty sumienia, czy tydzień to nie było za dużo dla kogoś kto normalnie pracuje i w weekend po naszym wyjeździe ma egzamin zawodowy. Chyba jednak nie potrzebnie bo Andriej pożegnał nas jak starych, dobrych znajomych i my czuliśmy to samo. Tradycyjnie, po rosyjsku przed podróżą w ciszy posiedzieliśmy minutę przy stole i poszliśmy łapać metro na dworzec główny w Pekinie. Dalszy kierunek cały czas ten sam – północny wschód.

Większe zdjęcia w lepszej rozdzielczości po kliknięciu w obrazek poniżej. Polecamy uruchomić pierwszą fotę w galerii i jak pojawi się czarne tło wcisnąć F11.

IMG_4920-2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s