#12 Guangzhou i Chengdu

Po wyjściu z wagonu na ostatniej stacji metra, bramki, znaki i tłum ludzi pozwalają nam przemieszczać się tylko w jednym kierunku. Docieramy do okienka dla obcych (czyli takich nie z H-K, Macau…) wypełniamy formularz stresując się trochę co wpisać w miejscu dokładnego adresu hotelu. Wpisujemy Guangzhou z nadzieją, że nikt tego nie sprawdzi. Pogranicznik w okienku przekartkował paszporty w jedna i drugą stronę, brzydko pobazgrał długopisem jedno-wjazdową wizę do Chin, przystawił pieczątkę i puścił nas dalej.

IMG_4444

IMG_4382-2

Przygraniczne miasto wiele od Hongkongu się nie różniło, ale my nie mieliśmy zbytnio czasu na wczuwanie się w okolice. Było późno, nas czekała jeszcze ponad godzina jazdy pociągiem, a potem odnalezienie naszego pierwszego chińskiego hosta – Krystiana ( jego chińskie imię Hexian)
3 godziny później w okolicach północy siedzieliśmy pod przystankiem Kantońskiego Uniwersytetu Spraw Międzynarodowych, skąd odebrała nas skośnooka para studentów polonistyki. Pierwsze pół godziny ciężko było ogarnąć co się dzieje, ale Krystian – student wykładowca i Łucja – studentka, bez najmniejszych problemów rozmawiali z nami po polsku! O ile on studiował polonistykę, uczył się trochę w Polsce i pracował jako tłumacz, więc z naszym językiem radził sobie dobrze, o tyle Łucja (chińskie imię nie do zapamiętania) po roku nauki mówiła chyba jeszcze lepiej.

IMG_4398-2

IMG_4407-2

IMG_4554

IMG_4559-2

W luksusowym chińskim akademiku dla wykładowców (tego dla studentów nie widzieliśmy), pierwszą noc spędziliśmy nie zmieniając pozycji. Połamane łóżko podparte było pokruszonymi cegłami, a karaluchy wielkości dużego palca u stopy o rozmiarze 45 zapierdzielały dookoła nas. Dżunglowy klimat Kantonu sprzyjał tym robalom. Mimo to atmosfera była piękna. Krystian rano odpalił mrożone pierogi (no bo gości Polaków) i pierwsze co pomógł kupić to parasolki. Wcześniej pogoda była raczej bezdeszczowa, tutaj jedyną opcją na przetrwanie był parasol i japonki. Ubrania czy buty bez szans na wyschnięcie. Guangzhou jako miasto jest ogromne, z wygodnym metrem i pysznym jedzeniem. My spodziewaliśmy się hardkorowego komunizmu a tu Starbucks, KFC, a na ulicach Tesle i Lincolny.

IMG_4412-2

IMG_4423-2

IMG_4425
Dzień drugi i trzeci z trochę lepszą pogodą zleciały nam na dalszym zwiedzaniu i smakowaniu chińskiego jedzenia. Trzeciego dnia Krystian, po tym jak usłyszał, że w Szkocji pracowaliśmy jako kucharze w knajpie zarządził wspólną kolację. Na wieczór zaproszona została też Łucja, którą jak nam się wydawało nasz kolega nieśmiało podrywał. Tutaj kolejny raz zaskoczenie. Kiedy wydawało nam się, że przywykliśmy już do Chińczyków mówiących po polsku, Łucja opowiada, że wyjazdy za granicę są drogie, trudne w organizacji, czasochłonne, a na koniec w pięknym stylu dodaje „ ehh, życie…” O ile Krystian kompletnie nie łączył wypowiadanych słów z emocjami na twarzy, o tyle jego studentce wychodziło to znacznie lepiej.

IMG_4429-2

IMG_4432
Największa atrakcja pobytu w Kantonie czekała nas następnego dnia. We wtorek Krystian miał zajęcia z grupą pierwszego roku. Sprytny wykładowca przeskoczył kilka tematów do przodu tak, że akurat wypadała lekcja o podróżowaniu. Poprosił nas o pokazanie kilku zdjęć i opowiedzenie w ojczystym języku o naszym wyjeździe w mega zwolnionym tempie.

IMG_4436
Pierwsza godzina odbyła się tak jak zawsze, ostatnie 30 minut należało do nas. Chińscy studenci z wywalonymi oczami oglądali zdjęcia z Indii, Nepalu, ale też i wcześniejszych wyjazdów. Zdjęcie z Paryża z siostrą i pytanie z sali – a czy pana siostra ma chłopaka? Zdjęcie z trekkingu z tatą w Rumunii, podniesiona ręka i słychać – przystojny tata. Zarówno my, jak i studenci, mieliśmy kupę frajdy z tego wykładu. Kiedy Krystian wyszedł z sali zostaliśmy zasypani pytaniami. Proszę pana jadę w wakacje do Wrocławia, jak jest we Wrocławiu? A ja jadę do Pułtuska… ? Na pytanie o Pułtusk nie potrafiliśmy odpowiedzieć, bo żadne z nas nigdy tam nie było. Powiedzieliśmy, że na pewno jest blisko do Warszawy. Najlepsza ósemka z dwudziestu osób za dobre wyniki w lipcu jedzie do naszego kraju.  Minutę później nasze nie do końca jeszcze opanowane konto na WeeChat (chiński Whatsapp) zasypane zostało zaproszeniami od Bożen, Beat, Ludmił itp. My w tym czasie szliśmy do siedziby głównej polonistyki uniwersytetu w Kantonie. Tam czekał na nas Krystian żeby podziękować za udział w lekcji. Razem z nim biuro dzieliła Pani Agnieszka – stereotypowa złośliwa nauczycielka z Polski. Taki typ, przez który całą szkołę miałem pod górkę, nawet jak z nauką było bardzo dobrze.

IMG_4437-2

IMG_4438-2
Po początkowym zainteresowaniu skąd się tu wzięliśmy i co robimy, pani Agnieszka skasowała nas tekstem „ Od razu widać, że państwo z bogatych domów. Rodzice zafundowali wyjazd? Po studiach tak sobie podróżować po świecie to trzeba mieć pieniądze!” Po tym i kilku podobnych tekstach troszkę się zagotowaliśmy. Jednak opanowani, chwilę później, na tyle, na ile mogliśmy miłym tonem wytłumaczyliśmy durnej babie, że w UK było czasami po 60h pracy w tygodniu. Od razu też przypomnieliśmy sobie jakich to wspaniałych ludzi można było i pewnie można będzie spotkać w naszym kraju.
Z Krystianem pożegnaliśmy się godzinę później, oddając klucz do pokoju w akademiku i dziękując za pobyt w Guangzhou. Całe studia chciałem pomieszkać trochę w akademiku,  najlepiej mi to wyszło będąc w Chinach rok po studiach.
Państwo środka powierzchniowo do najmniejszych nie należy, więc mając miesięczną wizę rozdrabniać się zbytnio nie mogliśmy. 30h w pociągu i z Kantonu przedostajemy się do Chengdu w prowincji Syczuan.

IMG_4584-2

W Chengdu mieliśmy problem ze znalezieniem Couchsurfingu i pierwszą noc na wszelki wypadek zarezerwowaliśmy w hostelu. Po dotarciu na miejsce w momencie płacenia za pokój Sandra krzyczy „Michał, odpisał nam Amerykanin żeby przyjeżdżać prosto do niego” Po 30h nawet w ekstra wygodnej kuszetce nie chciało nam się szukać dalej  i chodzić po nocy. Zostajemy w hostelu, a do Dustina pojedziemy jutro.
W czteroosobowym pokoju trafiamy na dwóch nieśmiałych Chińczyków w naszym wieku, z których jeden całkiem całkiem mówi po angielsku. Po przywitaniu się ruszamy zwiedzić okolicę i coś zjeść. W knajpie typu „dziura w ścianie” z obrazka zamawiamy przepysznego kurczaka w sosie z warzywami i orzeszkami. Drugie danie (też z obrazka) próbujemy określić za pomocą naszych polsko-chińskich rozmówek. Pokazujemy palcem chińskie nazwy rodzajów mięsa, na co pani w knajpie kręci głową i pokazuje na słowo oznaczające po prostu mięso. Po spróbowaniu pięknie wyglądającego zestawu, od razu wracają wspomnienia obiadu w przedszkolu. Powinniśmy pokazać części ciała, nie mięso bo zamówiona szama to przyrządzona po syczuańsku pikantna wątroba.
Rano chwilę zagadaliśmy, chłopaki poprosili oczywiście o wspólną fotkę po czym zwinęliśmy się z hostelu. Zgodzenie się na tę fotkę miało swój dalszy ciąg, ale o tym później.

IMG_4450-2

IMG_4457-2
Nasz drugi Couchsurfing w Państwie Środka wypada u gościa z Luizjany. Dustin od kilku lat uczy w Chinach angielskiego. Aktualnie zajmuje się też motywacyjno-kołczowymi tematami. Na wejściu dostajemy klucz do mieszkania i informację, że możemy robić co chcemy, łącznie ze słuchaniem mega głośno muzyki przez całą noc. Chwilę rozmawiamy, po czym nasz host sugeruje, że przy takiej ulewie najlepiej złapać metro i jechać do centrum handlowego. Średnio nam to pasuje, dopóki nie dowiadujemy się, że jest to największa zadaszona budowla na świecie.

IMG_4458-2

IMG_4461-2

Faktycznie, miejsce jak pół mojej rodzinnej Nidzicy. W środku hotele, sklepy, plaża, aquapark, sztuczne tory do surfingu, nieprzebrane tłumy Chińczyków i hałas nie do opisania.

IMG_4480-2

IMG_4483-2

IMG_4490

IMG_4493
Kolejne dni to podobnie jak w Guangzhou lepsza pogoda, przepyszne jedzenie i piękne świątynie. Prędzej spodziewałbym się duchowych uniesień w Indiach czy Nepalu, jednak to właśnie w Chinach miejsca związane z religiami robią na nas największe wrażenie.
Jeżeli chodzi o jedzenie, to duża w tym zasługa Dustina. Jego każdy dzień polegał na wyjściu do pracy, później restauracji i na końcu do baru. Mając nas na miejscu mógł chodzić do knajpy więcej niż raz dziennie, co bardzo mu odpowiadało. My też nie mieliśmy nic przeciwko, znał miejsca i potrawy, których nawet z angielskim menu byśmy pewnie nie spróbowali.

IMG_4515-2

IMG_4533-2

IMG_4541-2

IMG_4546
Jednym z symboli Chin jest panda wielka, a Chengdu najlepszą okazją żeby ją zobaczyć. Na obrzeżach miasta znajduje się rezerwat pandy, gdzie w czymś pomiędzy zoo a środowiskiem naturalnym można zobaczyć te, jak twierdzi Sandra, słodkie zwierzaki.

IMG_4570-2

IMG_4576

IMG_4574-2

W Syczuanie ciekawych miejsc jest niezliczona ilość, my niestety musieliśmy odrzucić niedalekie siedmiotysięczniki, drogi do Tybetu czy świętą górę buddyzmu… Ze względu na ograniczony czas poprosiliśmy naszego Amerykanina o jeszcze jeden dzień u niego, kupiliśmy bilety i szybkim chińskim pociągiem (200 km/h) następnego dnia ruszyliśmy do Leshan.

IMG_4647

IMG_4651-2
W Hongkongu przez mgłę widzieliśmy siedzącego Buddę, tutaj przy idealnej pogodzie mieliśmy prawie 80 metrowy, wykuty w skale odpowiednik. Zdecydowanie jedna z piękniejszych rzeczy, które widzieliśmy w tym kraju!
Ponad 1200 lat temu, po tym jak dwie łączące się za Leshan rzeki regularnie zalewały okolice, lokalesi poprosili o pomoc mnichów. Ci pewnie bez kasków, sprzętu do asekuracji i odpowiednich szkoleń wykuli nad samą rzeką gigantyczny posąg siedzącego Buddy, który miał pomóc uspokoić naturę i opanować wylewające rzeki. Podobno się udało i od tamtej pory problemu nie ma (prace trwały kilkadziesiąt lat, tak na marginesie).

IMG_4586-2

IMG_4609-2

IMG_4594-2

IMG_4602-2

IMG_4595

 Ogromne gmachy dworca, idealnie płaska ulica z kilkoma pasami w każdą stronę, a na niej tylko zaparkowany policyjny radiowóz, dwie taksówki i pusty autobus. Pociąg pełen ludzi nagle się opróżnił, wszyscy zniknęli nie wiadomo gdzie i tylko my, lekko zagubieni, staliśmy na ogromnym placu. Na szczęście dalej wgłąb miasta było dużo lepiej. Na zatłoczonym targu, dwóch kręcących się obcokrajowców wprowadziło trochę zamieszania, ale wszystko było bardzo pozytywne. Kiedy po chińsku pytaliśmy ile coś kosztuje i na palcach ogarnialiśmy już liczenie, zrobiło się jeszcze lepiej. Do tego stopnia, że właściciel sklepu widząc, że pijemy jedno duże piwo na spółkę, poszedł za nami i dał drugie. Nikt nie kasował nas w cenach „dla turysty” za kupione owoce, czy lokalne pierożki. Wszyscy mili i uśmiechnięci.

IMG_4607-2

IMG_4588-2

IMG_4623-2

IMG_4625
„Bulletem”, jak tutaj określany jest szybki pociąg, wróciliśmy do Chengdu i następnego dnia rano na kolejne kilkanaście godzin wskoczyliśmy do pociągu jadącego do dawnej stolicy Chin – Xi’an. Po ponad tygodniu dalej ciężko było przyzwyczaić się do tutejszych odległości czy to w mieście, czy między nimi. Na mapie wszystko wydawało się blisko, jednak z perspektywy chińskiej skali wszystko zawsze okazywało się duuużo dalej.

IMG_4634-2

IMG_4563-2

IMG_4551

Ponieważ dzisiaj 23 czerwca, przyszedł czas na kolejne życzenia. Wszystkiego najlepszego dla naszych kochanych Tatów! W Chinach już 4 dni temu obchodzony był dzień ojca, ale my klasycznie i po polsku poczekaliśmy aż do dzisiaj. Dużo słońca w nadchodzące lato, uściski i wszystkiego co najlepsze dla Was!

IMG_4653

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s