#10 Kathmandu, Pokhara…

Pokhara – dla mnie nazwa do tej pory dosyć magiczna, bo to przecież to punkt wypadowy na Annapurnę. Po dotarciu na miejsce, na pierwszy rzut oka to trochę pomieszanie Krupówek z Łebą poza sezonem. To, plus informacja, że miasto jest największym w Nepalu skupiskiem restauracji i hoteli nie zrobiło na nas najlepszego wrażenia. Poza sezonem Lakeside (turystyczna część Pokhary) robiła dosyć słabe wrażenie. Wypiliśmy sporo piwka przy pięknych zachodach nad jeziorem, zebraliśmy siły i sprzęt przed trekkingiem i po dwóch dniach zwinęliśmy się w góry.

IMG_3353-2

IMG_3360-2

IMG_3368-2

IMG_3372-2

IMG_3377

Za to po powrocie spod Annapurny Pokhara tak nam się spodobała, że pobyt tam przedłużyliśmy z 2 do 5 dni… W porównaniu do zadymkowego pod każdym względem Kathmandu, tutaj można było naprawdę wyluzować i odpocząć. Poza centrum Lakeside’u znaleźliśmy knajpki prowadzone przez Rosjan (z blinami i uchą w menu), przepyszne i tanie momo, spełniliśmy Sandry marzenia o bułce z serem i przy zachodach słońca okupowaliśmy bary nad wodą. Mistrzostwem świata był jednak „nasz pan” (tak zwykliśmy go nazywać), który prowadził małą knajpkę z dwoma stolikami i chyba najlepszymi momo i burgerami w Azji. Swoje tam wysiedzieliśmy, bo gościu najpierw przyjmował zamówienie, potem wsiadał na motor, robił kurs po świeże warzywa i wracał gotować. Na początku wkurzały nas straszne pustki w mieście, potem nie mogliśmy się nacieszyć luzem i posezonowymi cenami. Po trekkingu odpoczęliśmy aż za mocno, tak że postanowiliśmy zaszaleć i wrócić autostopem. Na pewno jest to możliwe, nie mówimy że nie, ale wygląda to dość komicznie. 90% ruchu na trasie Pokhara – Kathmandu to autobusy, więc generalnie nasz autostop polegał na blokowaniu drogi, bo wszystkie busy jadące w kierunku stolicy się zatrzymywały i siłą wciągani byliśmy do środka. Prywatnych samochodów praktycznie nie ma, a jeżeli jakiś się trafił, na wystawiony kciuk zatrzymywał się i podpowiadał jak dotrzeć do dworca autobusowego (bo to blisko, bo dużo autobusów). Na tej głównej w Nepalu drodze od czasu do czasu można zobaczyć stare ogromne ciężarówki marki Tata i to na nie liczyliśmy. Niestety na wylocie z miasta przez pół godziny praktycznie ich nie widzieliśmy, a te które jechały na 5 dostępnych miejsc miały 10 osób w środku. Marzenie o przejechaniu się takim trupem w Indiach czy Nepalu niestety niezrealizowane. Wybierając za to wśród busów i autobusów mieliśmy spory ubaw przy targowaniu się. 200 km, ponad 8h jazdy…

IMG_3827

IMG_3828

IMG_3836-2

IMG_3839-2

IMG_3844-2

IMG_3847

IMG_3849-2

IMG_3853-2

Tak jak w poprzednim poście wspominaliśmy, pierwsze dni w Katmandu to raczej organizowanie wiz, pozwoleń i dalszej drogi. Drugi pobyt w stolicy po odebraniu chińskich permitów mogliśmy przeznaczyć na zwiedzanie miasta i Doliny Kathmandu.

IMG_3267-2

IMG_3278-2

IMG_3280-2

Jako bardzo turystyczne miejsce Nepal z Couchsurfingiem życia nie ułatwia. Większość profili to ludzie, którzy prowadzą hostele czy agencje trekkingowe i na jakichś niejasnych zasadach przyjmują hostów. Po podobnych doświadczeniach z Indii, nieudanych próbach z Pokhary („mnie nie ma na miejscu, ale możecie odezwać się do mojego ojca, on Wam udostępni moje mieszkanie…”) od razu udaliśmy się do hostelu. Lokalizacja idealna, nocleg dla jednej osoby w cenie butelki piwa.

IMG_3937-2

IMG_3942

Turystycznie w Nepalu wszystko podane jak na tacy, ogarniając miejscówki (a na to czas mieliśmy), można stołować się w porządnych knajpach z pysznymi śniadaniami czy obiadami za 4-5 zł. Wypożyczenie motoru (180ccm) z zalaniem baku do pełna jakieś 35zł. Gorzej niestety z bardziej świadomym zwiedzaniem kraju i oderwaniem się od głównych miejsc odwiedzanych przez zombie z przewodnikami Lonely Planet w ręku. Znaczna większość turystów z bogatszych krajów (w porównaniu do Nepalu w Polsce żyjemy jak księciunie) od zawsze, twardo chce odbywać wolontariaty. Lokalni wyczuli to już dawno temu i w mieście można znaleźć pełno plakatów w stylu:
Zobacz prawdziwy Nepal, pomieszkaj w himalajskiej wiosce, pomóż odbudować szkołę po trzęsieniu ziemi. Przyjedź do nas na wolontariat, tylko 300$ za tydzień. Jak na tutejsze realia kwota kosmiczna…

IMG_3292-2

IMG_3296-2

IMG_3297

IMG_3300-2

IMG_3301-2

IMG_3304

IMG_3307-2

IMG_3313-2

To co nam udało się zobaczyć w Dolinie Kathmandu, to między innymi Kathmandu Durbar Square – główny w mieście zabytkowy plac, znany z większości zdjęć czy pocztówek. Niestety miejsce mocno ucierpiało w zeszłym roku i znaczna część budynków albo się posypała, albo może się rozlecieć w każdej chwili. Niemniej dzięki temu, że lokalesi nie przeżywają miejsca nadmiernie (chociaż pełno tu świątyń i pięknych zabytków a dodatkowo mają 2 praktycznie identyczne place w mieście) Durbar ma fajny klimat. Ludzie handlują tam czym się da, jeżdżą skuterami, a święte krowy spacerują pomiędzy gruzami. Podróżnicy przychodzą tu medytować, szukać dobrych kadrów, czy po prostu siedzieć i przyglądać się tutejszej zadymce.

IMG_3935

IMG_3934

Niefajne są tylko ceny. Jednorazowe wejście na plac w Kathmandu to 10$, bardzo podobne miejsce w Baktapurze to już 15 dolców. Jeszcze kilka lat temu kwota wynosiła 2 dolary, ale ktoś postanowił z roku na rok ją podnosić. Tragizmu dodało trzęsienie i zniszczenia po nim. Niestety, z tego co czytaliśmy na stronach mocno zaangażowanych backpackerów śledzących losy placu, deklaracje zbierania funduszy na naprawę to w większości ściema. Gruzy placu w Kathamandu porastają trawy a czasami nawet małe dziko rosnące krzaki czy drzewka… Nikt nie dba o to żeby cokolwiek tam naprawić, czy chociażby posprzątać.
Poza tym mamy jeszcze trzy przepiękne świątynie, wszystko z listy dziedzictwa kulturowego UNESCO, plus pełno pięknych małych kapliczek wewnątrz podwórek. Turyści się tam nie kręcą, a lokalni robią swoje.

IMG_3886-2

IMG_3893-2

IMG_3895-2

IMG_3896-2

IMG_3920-2

IMG_3892-2

IMG_3891-2

IMG_3924-2

Odnośnie zeszłorocznego trzęsienia ziemi, pierwsze wrażenie po przyjeździe do centrum stolicy było „czy to tutaj był ten kataklizm w zeszłym roku?!”. Jednak kilka dni szwendania się czy mieszkania w różnych częściach miasta i widać, że nie tylko stare zabytki ucierpiały. Spora część budynków stoi podparta drewnianymi belkami, część się posypała. Do teraz część ludzi dalej mieszka w namiotach pomocy humanitarnej. Mimo wszystko naprawdę nie jest źle.

IMG_3946

IMG_3953-2

IMG_3958

IMG_3959-2

Po raz drugi na tym wyjeździe wypożyczenie motoru było dobrą decyzją. 180ccm – potwór na cały dzień to koszt dwóch butelek piwa, litr paliwa za 3 zł i o ile przetrwa się drogową masakrę w stolicy, to można zobaczyć naprawdę dużo pięknych miejsc. Kathamandu leży na ok 1000 m n.p.m. my stamtąd ruszyliśmy do pięknego punktu widokowego, z którego w sezonie (jesień) widać kilka ośmio- i tych bardziej znanych siedmiotysięczników. Niestety w maju z Nagarkot (prawie 2000 m n.p.m.) wiele nie zobaczyliśmy, mieliśmy za to super przejażdżkę leśnymi serpentynami z widokiem na dolinę.
W drodze powrotnej rozbujaliśmy maszynę do 55 km/h i ekstra drogą jak na tę część świata wróciliśmy z powrotem w drogowe pogo Kathmandu. Ostatnim punktem wypadu była buddyjska stupa Bauddhanāth. Po 19 jakimś cudem cali i zdrowi oddaliśmy naszą czerwoną rakietę.

IMG_3973

IMG_3975-2

IMG_3985

IMG_3986-2

Kolejne 2 dni poświęciliśmy na cieszenie się stolicą. Każdego przedpołudnia ruszaliśmy pieszo w prawie godzinną traskę na Freak Street. W latach 60’ i 70’ Hipisi z zachodu zjeżdżali się tu i dawali czadu. Wtedy, przy cenach 3 rupii nepalskich za spanie, podobnie za jedzenie i z lokalizacją na Durbarze życie musieli mieć sielankowe. Dziś miejsce sporo się zmieniło, ale klimat trochę pozostał. Nas najbardziej interesowało tam bezproblemowe, darmowe wejście na plac (tylko później trzeba było uważać, bo turystów o bilet pytano co chwilę) i masakrycznie speluniasta cukiernia, w której serwowany jest chyba najlepszy murzynek (chocolate brownie) na świecie.

IMG_4000-2

IMG_4004-2

IMG_4025-2

IMG_4026-2

IMG_4029

Nepal to zawsze pogodni i uśmiechnięci ludzie, których można poprosić o pomoc o ile wcześniej sami jej nie zaoferują. Pyszne jedzenie z całego świata, szczególnie w Pokharze. Przepiękne góry i chyba nieskończone opcje trekkingów czy wspinaczek, ale też raftingów, paralotni i innych cudów, których my nie próbowaliśmy. Z drugiej strony dzisiejszy Nepal to straszliwie turystyczne miejsce i nie jest tu tak łatwo o backpackersie doznania, jak nam się na początku wydawało. Nasz pobyt tutaj bardziej przypominał wakacje, niż poznawanie prawdziwego życia tego kraju, ale i tak było ekstra. Najbardziej brakowało nam Couchsurfingu, który w Indiach działał znakomite. Przez to niewiele dowiedzieliśmy się o prawdziwym lokalnym życiu. Spanie w guest house’ach było wygodne, ale zamiast chmary śpiewający religijne piosenki piosenki młodzieży z Izraela, dużo fajniej byłoby pogadać z góralami z Himalajów.

IMG_4030

IMG_4032-2

IMG_4033-2

IMG_3931-2

Większe zdjęcia w lepszej rozdzielczości po kliknięciu w obrazek poniżej. Polecamy uruchomić pierwszą fotę w galerii i jak pojawi się czarne tło wcisnąć F11.

IMG_3927-2

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s