#7 Miesiąc w Indiach

Przyszła pora na notkę podsumowującą Indie. W poprzednich postach nakreśliliśmy trochę problemy, z którymi przyszło nam się zmagać na co dzień. Nie rozpisywaliśmy się na ten temat za bardzo, żeby nie psuć ogólnego efektu. Niestety, ale my poczuliśmy się rozczarowani… Wiedzieliśmy, że na Indie nie da się przygotować i przed wyjazdem słyszeliśmy mnóstwo opinii, często mieszanych, a nawet negatywnych. Ale kiedy osobiście wszystkiego doświadczyliśmy to pojawił się dość mocny zawód.

IMG_2965

IMG_3232

Indie to królestwo zanieczyszczenia – wszelakiego. Pierwszy problem: śmieci. Odpady w Indiach są wszędzie, naprawdę znalezienie czystego kawałka ziemi graniczy z cudem, a w zasadzie jest niemożliwe lub trzeba za to słooono zapłacić. W Indiach nie ma czegoś takiego jak kosze na śmieci – nigdzie. Rozmawiając z Brendą ze Stanów, wspominaną już w kilku postach, dowiedzieliśmy się, że w Indiach  z reguły nie ma wysypisk (kilka gigantycznych w największych miastach), spalarni lub innych miejsc, gdzie śmieci mogą być utylizowane. Jeżeli ktoś sam nie zadba, aby swoje śmieci spalić, to po prostu będą się walały na ulicach. I tak też się dzieje. Dzieci od małego są przyzwyczajane, żeby papierki, butelki, chusteczki etc. wyrzucać tam, gdzie zostaną zużyte. Z tego powodu na ulicach grasują szczury, stada bezpańskich psów i krowy, które wyjadają resztki z tych gór odpadów. W pociągach to samo – wszystko idzie przez okna. Wzdłuż torów rozciągają się śmieciowe pola. Strasznie to smutne, niedługo chyba zginą przykryci tym całym syfem. Najgorsze jest to, że strasznie nie chcąc tego robić, nie mieliśmy innego wyjścia. Inaczej musielibyśmy chyba wszystkie śmieci wywieść z Indii.

IMG_3046

IMG_3228

IMG_3125-2

Kolejny problem: powietrze. W dużych miastach prawie nie da się oddychać, szczególnie w okolicach ulic. Spaliny, kurz i pył zanieczyszczają atmosferę, a w połączeniu z upałem stwarzają warunki ciężkie do życia. Ja niestety od pobytu w Delhi borykam się z silną reakcją alergiczną, która objawia się trochę jak silne przeziębienie. Mam okropny katar i kaszel (niestety powietrze w Kathmandu nie ułatwia powrotu do zdrowia). Maska jest już nieodłącznym atrybutem w przypadku wyjścia do centrum.

IMG_3157

IMG_3166-2

Hałas. Tego się nawet nie da opisać. Dziwimy się, że ludzie, którzy mieszkają w Indiach jeszcze cokolwiek słyszą. W ciągu dnia nie istnieje nawet sekunda ciszy. Ludzie tutaj traktują klakson tak samo jak pedał gazu, co znaczy, że jak jadą, to jest wciśnięty, BEZ PRZERWY. Oprócz tego wrzask tych milionów, które samochodów nie używają, a po prostu się nie słyszą i żeby cokolwiek przebiło się przez ciągłe trąbienie muszą krzyczeć. Stopery – kolejna niezbędna tutaj rzecz.

IMG_3099

Brud. Brud samych mieszkańców, brak higieny, obrzydliwe nawyki (pierdzenie, bekanie, smarkanie, plucie, załatwianie się – to wszystko na ulicach, grzebanie w uszach, nosie i oblizywanie po tym rąk – norma). Tłumy bezdomnych ludzi walających się (dosłownie) na ulicach, których ciała zjadane są przez muchy. Zdechłe zwierzęta, smród. Przez pierwszy tydzień często zastanawialiśmy się, czy ci ludzie leżący na środku chodnika, na jezdni przy krawężniku (przy którym np. płyną ścieki), albo na dworcu jeszcze żyją. Oblepieni przez muchy, praktycznie nie oddychający, bywało, że półnadzy… Niestety, ale tak to wygląda. Poza tym zachowanie samych mieszkańców, powiedzielibyśmy, że totalnie anty-turystyczne. Hindusi oszukują białych na czym tylko się da. Ceny przejazdów rikszą, jedzenia, czy nawet wody są dla nas kilkukrotnie wyższe i dzień w głównej mierze zdominowany był zawsze przez wykłócanie się o sprawiedliwe traktowanie. Hindusi są bardzo cwani i pewni siebie w nieprzyjemny sposób. Gapienie się, wytykanie palcami czy nawet szczypanie i dotykanie białych – koszmar. Po prostu nie da się powiedzieć inaczej, niż że wciąż kierują nimi pierwotne instynkty i zachowują się momentami trochę jak zwierzęta.

IMG_3109

OCZYWIŚCIE spotkaliśmy też normalnych ludzi, naszych couchsurferów, ale poza nimi wyliczyliśmy 4 przypadki zetknięcia się z normalnością na ulicach: pierwszym był wspomniany wcześniej kierowca rikszy, którą jechaliśmy na granicę z Pakistanem, drugim – mały chłopiec, który podszedł do nas, przywitał się, powiedział jak ma na imię i życzył miłego dnia. Trzeci przypadek to mężczyzna spotkany na dworcu, który mocno pomógł nam z biletami i odnalezieniem naszych miejsc i nazwisk na waiting list (liście oczekujących, na której miejsca sprzedawane są w normalnej cenie po wyprzedaniu regularnej puli biletów). W ramach podziękowania oddaliśmy mu jedno z naszych, bo on na takie się nie załapał. Ostatnich sympatycznych ludzi spotkaliśmy tuż przed wyjazdem z Indii. Czekając na nasz pociąg na dworcu w Delhi podeszło do nas dwóch młodych chłopaków, którzy od dłuższego czasu nam się przyglądali. No nie, kolejny raz będą chcieli zrobić sobie z nami selfie, albo zaraz zaczną nam na chama robić zdjęcia – tak pomyśleliśmy. A chłopcy po prostu chcieli porozmawiać o tym jak to jest studiować w Europie, co zamierzamy robić w przyszłości i jak nam się tam żyje. Opowiedzieli o tym jak sami uczyli się angielskiego, żeby zostać tutaj kimś, i o tym, że ich marzeniem są studia i otrzymanie stopnia inżynierskiego.

IMG_3221

IMG_3222

Jest też kilka fajnych rzeczy w Indiach. Dla nas na pewno były nimi couchsurfingi, które działają tam świetnie. Poza tym jedzenie – pyszne, zarówno te w restauracjach jak i na ulicach (dodatkowo bardzo tanie). Trzeba tylko dać organizmowi szansę na przyzwyczajenie się do tutejszych warunków, a później można próbować do woli. Super metro w Delhi i w miarę bezproblemowe przemieszczanie się między miastami (ale to głównie dzięki rezerwowej puli biletów tylko dla turystów).

IMG_2375

Mimo wszystko w podróży najważniejsi są spotykani ludzie, a Hindusi naprawdę nie dają się lubić. Bez nich Indie może i byłyby niesamowite, ale z nimi stają się ciężką przeprawą. I nie jest to tylko nasza opinia. Na granicy z Nepalem spotkaliśmy dużo podróżników o podobnych odczuciach. Niektórzy mówili, że Indie wyprały ich mózgi, inni, będący już w dłuższej podróży, zaczęli zastanawiać się czy po Indiach nie przerwać podróży i nie wracać do domu. Po  wspólnych dyskusjach na temat czasu, który tam spędziliśmy, oboje doszliśmy do wniosku, że nie chcemy już wracać. Raz wystarczy. Ale zupełnie nie żałujemy, że pojechaliśmy i wszystko to zobaczyliśmy na własne oczy.

IMG_3180

Nasze zdjęcia w najmniejszym stopniu nie oddają tego co tu się dzieje, ale też od początku zakładaliśmy nie fotografować śmieci czy, tym bardziej wykańczających się na ulicach ludzi. Jakby ktoś szukał większych wrażeń, to w necie pełno jest zdjęć dzieci grzebiących w śmieciach, nadpalonych czy opuchniętych ciał pływających w Gangesie i tym podobnych obrazków. Indie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s