#6 Rishikesh, Delhi, Agra

Z Manali powrót tylko autobusem i niestety tą samą drogą, na której oboje ostatnio umieraliśmy. Łapiemy wieczorny, bezpośredni do Chandigharu, gdzie lądujemy następnego dnia o 4 nad ranem. Tam przesiadka na pociąg, dalej przesiadka na kolejny, jadący – niby bezpośrednio – do Rishikeshu, ale zatrzymuje się 20 km wcześniej w Haridwarze. Wszyscy wysiedli, my twardo czekamy, bo przecież na peronach wyświetlany był Rishikesh i tak też mamy na biletach wydrukowane. 2 minuty późnej nasz pociąg pękał w szwach, a my w ostatniej chwili wyskoczyliśmy (co najłatwiejsze nie było, bo ludzie cały czas wsiadali). Okazało się, że rusza w drogę powrotną. Koniec końców słyszeliśmy, że pociąg dalej nie jeździ od 3 miesięcy, inni mówili, że jeździ tylko rano i tak jak to w Indiach bywa skończyło się jeszcze inaczej…

IMG_3119

IMG_3123

IMG_3130

Podczas podróży wiele osób polecało Varanasi (tam gdzie nadpalone ciała i zdechłe krowy lądują razem w Gangesie), ale chyba więcej odradzało ze względu na koszmarne tłumy i temperatury. Zamiast tego polecali Rishikesh, gdzie ta sama rzeka (Ganges) ma jeszcze górski charakter i jest duuużo czystsza. Nam też dużo bardziej po drodze to było. Samo miasteczko to podobno aktualnie światowa stolica jogi, medytacji i tym podobnych wschodnich tematów. W latach 60tych The Beatles przyjechali do lokalnego aśramu na tego typu praktyki.

IMG_3035

IMG_3042

IMG_3047

My przez dwa dni chcieliśmy po prostu pokręcić się pomiędzy joginami i krowami, zamoczyć nogi w Gangesie w ramach lokalnej alternatywy dla klęczenia w konfesjonale i koniecznie usłyszeć wieczorne śpiewy nad rzeką. Przez te śpiewy opisywana post albo dwa wcześniej Brenda z USA poczuła, że do tej pory żyła w niewłaściwym miejscu i zamieniła je na Hindusa i mieszkanie w Indiach. Przez ostatnie kilka dni w górach zapomnieliśmy co to spanie z wiatrakiem czy klimą. 0 a 30 stopni  w nocy jednak robi sporą różnicę

IMG_3060

IMG_3066

IMG_3091

IMG_3087

IMG_3089

Dalej już na nasze szczęście mogliśmy do woli korzystać z pociągów. Traska z Haridwaru do Nowego Delhi w sleeperze to niebo a  ziemia w porównaniu do busów w górach. Z szukaniem hosta w stolicy Indii trochę się spóźniliśmy, bo zaczęliśmy wszystko dzień przed przyjazdem, ale nie ma tego złego. Korzystając z emergency host (pisze się informację na grupie miasta, a nie jak wcześniej bezpośrednio do osoby i jak ktoś się zainteresuje to odpisuje konkretnie do nas) trafiła nam się opcja lepsza niż moglibyśmy sobie wymyślić. Pod New Delhi jest miasto-dzielnica Gurgaon – miejsce, do którego widzieliśmy ofertę jednodniowej wycieczki, pokazującej nowoczesne i prężnie rozwijające się miejsce w Indiach. Faktycznie z 17stego piętra apartamentowca, w którym mieszkaliśmy, widać było, że to zupełnie inna bajka. Tam też jednego poranka trafiła nam się burza piaskowa.

IMG_3102

IMG_3131

IMG_3135

Zamieszkaliśmy z rodziną, gdzie po dzieci do szkoły przyjeżdża szofer, mąż olał prace w Google bo sobie wymyślił start-up, a nasza host’ka Sihilja dostaje sprzęt od Garmina i jej głównym zajęciem jest podróżowanie po świecie w celu biegania maratonów. Przyjmując nas odpoczywała po bostońskim, imprezując co drugi dzień do późnego wieczora. A rano na rower albo siłkę. Jednego dnia zrobiliśmy Sihilji potreningową sałatkę, siedzieliśmy, gadaliśmy a ona nagle, że musimy jechać na imprezę, bo kto jak nie ona pokaże nam nocne życie Indii. Ale przecież my jutro o 6tej musimy wstać na pociąg…?
Sandra dostała elegancką kieckę, ja mokasyny męża i samochodem z jej znajomą pojechaliśmy do Gurgaon Cyber City. Ogromne zamknięte osiedle wieżowców z imprezowo-restauracyjno-sklepowym dziedzińcem w środku. Dookoła budynki KPMG, PWC, Deloitte i inne korpo instytucje, z których ludzie najczęściej prosto po pracy idą na piwo i wixę. Sandra się śmiała, że to chyba takie indyjskie Las Vegas hehe.

IMG_3170

IMG_3168

Samo Delhi nowe, jak i stare, to ogrooomne miasto, po którym super się podróżuje dzięki kilku liniom metra. Pierwszy dzień poświęciliśmy na nową część, drugi na starą. Ogólnie jako miasto z Czerwonym Fortem, Meczetem Piątkowym czy bazarami i ogólnym zadymkowym klimatem jest jednym z ciekawszych jak do tej pory. Niestety dalsza walka z naciąganiem na fałszywe bilety, kosmiczne ceny tuk-tuków i innych usług zazwyczaj odbierała większość przyjemności.

IMG_3148

IMG_3149

IMG_3156

IMG_3153

IMG_3159

Próbując wejść do wspomnianego Meczetu Piątkowego widzieliśmy jak byk napis, że jest za darmo. Opłata za robienie zdjęć ok 20 zł. Postanowiliśmy olać zdjęcia i nie korzystać z aparatów i telefonów. Niestety, ale mimo tego w bardzo chamski sposób chcieli wyciągnąć od nas podwójną opłatę, tylko dlatego że jesteśmy turystami. Poza tym miejscowi wchodzili z telefonami, aparatami, tabletami i czym tylko chcieli, a jak zwróciło się na ten fakt uwagę, to pilnujący wejścia udawali, że nagle przestali rozumieć angielski… W tym momencie przyszła kolejna para turystów. Starszy Francuz, który mieszka w Delhi od 5 lat i z tego co mówi jego najnowszym hobby jest kłócenie się z miejscowymi o takie same prawa, jak mają Hindusi (twierdzi, że po 5 latach płacenia podatków mu się to należy). Zna język, krzyczy, awanturuje się i uważa, że im dłużej to robi tym jest bardziej zawzięty. Może różnice w cenach (jak dla Europejczyka) nie są duże i problem wydaje się być śmieszny, ale jeżeli przez 30 dni (czy 5 lat) taka sytuacja powtarza się zazwyczaj kilkanaście razy dziennie, szybko idzie się tym zmęczyć i mocno zniechęcić do jakiegokolwiek kontaktu z Hindusami.
Ostatecznie ja z Francuzem gadamy sobie przed meczetem z komórkami w plecakach, a Sandra i jego córka zwiedzają świątynię, później zamiana.

IMG_3165

IMG_3143

Po wspomnianej wcześniej imprezie z Sihiją na lekkim kacu jemy wspólnie z nią i dziećmi śniadanie, młodzi do szkoły, my na metro. Dwa dni wcześniej kupiliśmy bilety na wszystkie następne połączenia kolejowe w Indiach, także teraz pozostaje tylko sprytnie zmieniać pociągi.

IMG_3105

Do ostatniego „konkretnego” punktu w Indiach mamy 3h podróży. W Agrze jesteśmy po południu i szybko przekonujmy się, że wszystko co słyszeliśmy o tym miejscu wcześniej jest prawdą. Miasto jest okropne! Gorąco, smród, śmieci i hałas. Większość podróżujących albo się buntuje i olewa miasto, reszta przyjeżdża tu tylko na jeden dzień. My właśnie tak zrobiliśmy. Hostel na jedną noc, o 6 rano zwiedzanie Taj Mahal i w południe ewakuacja.

IMG_3175

IMG_3179

Taj Mahal to chyba najbardziej znany na świecie symbol Indii. Wszyscy marudzili, że drogo, że straszne tłumy, że bez szału. Nam mimo wszystko się podobało. 55 zł od osoby jak na Indie to ogromna kasa (bo Hindusi wchodzą za jakieś 2-3 zł), ale idąc o 6 rano mamy niewiele ludzi i przepiękny wschód słońca. Naszym zdaniem warto.

IMG_3183

IMG_3184

IMG_3192

IMG_3202

Po zwiedzaniu, w okolicy 9tej wróciliśmy do hostelu odespać poranne zwiedzanie, później prysznic i w drogę. Śmieszna sprawa, bo Agra od morza daleko a w kranie słona woda.

IMG_3215

IMG_3216

Tego samego dnia wróciliśmy do Nowego Delhi, tam 5 godzin do przesiadki na kolejny pociąg do przygranicznego Gorakhpur, gdzie spędzaliśmy ostatnią noc w Indiach. Miasto kompletnie niczym się nie wyróżniało, za to my złapaliśmy couchsurfing u lokalnego projektanta mody, który staż odbył w samym Paryżu i teraz zbiera kasę na własne studio projektowe. Póki co wszystko szyje na dachu swojego rodzinnego domu w małej krawieckiej kanciapie. Z Gorakhpur ostatni autobus w Indiach i ruszamy na granicę!

IMG_3114

Szybki przepis na pyszną szamę z pociągowego wiadra:
– ciecierzyca ugotowana al dente
– drobno pokrojona cebula
– drobno pokrojony pomidor
– dla odważnych drobno posiekane chilli
– doprawić pieprzem ziołowym
– wymieszać i obficie skropić sokiem z limonki
– jeść fragmentem palmowego liścia (ewentualnie łyżeczką)
MNIAM!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s