#5 Manali

Podróż do Manali ja (Sandra) mogę zaliczyć do najgorszych przeżyć w swoim 25-letnim istnieniu na tej planecie. To był po prostu koszmar. Z Gopalpuru musieliśmy podjechać do trochę większej wioski, żeby złapać autobus dalej. Nie mieliśmy bezpośredniego połączenia do Manali, więc na trasie czekała nas kolejna przesiadka, a cała trasa liczyła 200 km. Czekając na autobus przyczepił się do nas nawiedzony facet, który bez przerwy wykonywał różne gesty z podtekstem. Mała interwencja mojego koksa Miszy i gościu już nie żył. Uff…

IMG_2960

IMG_2961

Wtłoczyliśmy się do zapchanego autobusu. Zapchany w Indiach oznacza, że na siedzeniach znajdowało się 2 x więcej ludzi niż było to przewidziane w konstrukcji autobusu, a oprócz tego ludzie dalej upychali się jak śledzie. Cudem dorwaliśmy dwa skrawki tylnej kanapy. I się zaczęło. Drogi w Indiach, szczególnie te w górach, są bardzo wąskie i dziurawe jak sito. Autobusy są w stanie rozkładu i jeżdżą ostatkami sił, a kierowcy w większości nie mają prawa jazdy, chyba że takie kupione. Jazda przypomina trochę karuzelę, trochę rollercoaster. Niestety, ale moje ciało przypomniało sobie także jak wygląda choroba lokomocyjna i to w najgorszym wydaniu. Dobrze, że miałam miejsce pod oknem… Przejechanie odcinka o długości 100 km zajęło nam 5 godzin!!! W chwilach cierpienia i stanu oderwania od rzeczywistości na moich kolanach lądowały niemowlaki, dzieci, zakupy, kartony i inne pakunki, dla których nie starczało już wolnej przestrzeni w autobusie. Michał zniósł jazdę trochę lepiej, chociaż jak twierdzi też nie było lekko, ale musiał pozostać rycerzem dla swojej niewiasty, a kto widział rzygającego rycerza?! Po – dosłownie – wypadnięciu z naszej maszyny, oboje ledwo żywi musieliśmy podjąć drastyczną decyzję o wynajęciu taksówki!!!  na kolejne 100 km. Bardzo późnym wieczorem zbiliśmy cenę do najniższej możliwej i pojechaliśmy w kierunku Manali, a w zasadzie do wioseczki Shuru, gdzie czekał na nas kolejny Couchsurfing.

IMG_2971

IMG_2976

O poranku Shuru okazało się urokliwym miejscem, małym hostelikiem z widokiem na przepiękne góry. Temperatura była idealna, więc po śniadaniu ( o godzinie 14 – musieliśmy dojść do siebie po podróży) ruszyliśmy zwiedzać Manali. I był to pierwszy mocny zawód tego wyjazdu. Wioska (gorąco nam wcześniej polecana – stąd decyzja o wizycie) okazała się być dużo gorszą i brudniejsza wersją Krupówek, z tłumem turystów z kraju i ze świata. Stragan na straganie, a z każdego wylewał się kicz, tandetne pamiątki i podróbki markowych ubrań. No trudno, pokręciliśmy się trochę. Odwiedziliśmy też małą buddyjską świątynię, której wnętrze podobało nam się najbardziej ze wszystkich dotąd odwiedzanych. Niestety nie można było robić zdjęć. Zwinęliśmy się do siebie bo zrobiło się późno.

IMG_2968

IMG_2962

Nasi gospodarze kolejnego dnia zabrali nas na trekking, a raczej dłuższy spacer na górkę za domem. Co prawda trasa z trekkingiem miała mało wspólnego, ale widok z miejsca, do którego dotarliśmy był naprawdę piękny! Cała dolina otoczona przez wspaniałe Himalaje. Posiedzieliśmy tam przy herbatce z miejscowym odludkiem, który na górce zbudował sobie dom z kamieni, porozmawialiśmy o życiu i przyrodzie i zeszliśmy przygotowywać się do odwiedzenia Starego Manali.

IMG_3005

IMG_2997

IMG_2988

IMG_2992

IMG_2987

Stare Manali klimatem przypominało troszeczkę wcześniej odwiedzone Bagshu, ale nie było aż tak fajnie, może dlatego że przyjechaliśmy poza sezonem i nie wszystko było jeszcze rozkręcone. Niemniej jednak było o wiele przyjemniej niż w samym Manali w związku z czym posiedzieliśmy sobie tam do późnego wieczora. Wszędzie w okolicy kręci się mnóstwo młodych Izraelczyków, są miejsca, że jest ich chyba więcej niż samych Hindusów. Dowiedzieliśmy się, że Indie to bardzo popularny kierunek dla młodzieży z Izraela, która przyjeżdża tu spędzić wakacje przed i po obowiązkowej tam służbie wojskowej. Głównie siedzą w knajpach i palą różne rzeczy. Bywało, że spotykaliśmy też takich nie pierwszej młodości.

IMG_3007

IMG_3009

Kolejny dzień w dolinie zapowiadał się strasznie ciekawie, a wyszedł chyba jeszcze lepiej. W piątek postanowiliśmy wypożyczyć motor i pojeździć trochę po górskich drogach. Przy pomocy naszych hostów, którzy w sezonie organizują wyprawy motocyklowe do sąsiedniego Ladakhu, udało nam się zdobyć podróżniczego klasyka. Royal Enfield 350 Bullet był do naszej dyspozycji na cały dzień. Motor może nie ekstra zadbany ale frajdy na cały dzień co nie miara. Po pierwszych trudnościach z trzymaniem maszyny na chodzie i opanowaniu jazdy we dwójkę w hinduskim mieście szło tylko lepiej. Niestety na początku w drodze na piękną, jeszcze zaśnieżoną Rohtang La (przełęcz z asfaltową drogą na ponad 3900 m.n.p.m.) złapała nas ulewa, która chwilę później przeszła w śnieg. Nie mogliśmy zrobić nic innego jak zawrócić, mimo niesamowitych widoków na okolicę zapamiętanych z poprzednich dni. Ubrani w puchówki i przemoknięte spodnie wróciliśmy do doliny, gdzie na szczęście świeciło słońce. Tam błyskawicznie przesuszyliśmy nasze trekkingowo-motocyklowe stroje i przez kolejnych 6 godzin jeździliśmy ile się dało.

IMG_3011

IMG_3014

IMG_3016

Niby silnik 350ccm to dużo nie jest, ale tak jak gdzieś wcześniej słyszałem/czytałem Royal-Enfield jest chyba nie do zajechania i ze sporym zapasem mocy. Jako niezbyt doświadczony motocyklista, z pasażerem, po górskich drogach w często tragicznym stanie lataliśmy jak szatany. Generalnie ta marka w Indiach jest bardzo popularna. Na ulicach zdarzało nam się też widzieć 500ccm, ale to już podobno aż za wiele. Według naszych couchsurferowych hostów 350tka bez problemu daje radę w górach przy 2 osobach i sakwach. Na takich właśnie motorach oni organizują wspomniane wyprawy do Ladakhu.

IMG_3026

IMG_3033

Kolejny dzień to jak na złość przepiękna pogoda (trzeba było jeszcze jeden dzień zostać i pojeździć) i luźne zbieranie się do wyjazdu. O 18 mieliśmy autobus, w którym zgodnie z planem w 10h mieliśmy przejechać 300 km do Chandigarh’u…

 PS dodaliśmy małą mapkę naszej podróży, więc możecie śledzić naszą trasę i trochę łatwiej orientować się gdzie dokładnie jesteśmy (mapka po prawej stronie – można przybliżać, oddalać, co tylko się chce 😉 )

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s