#3 Amritsar

Podróż z Jaipuru do Amritsaru już nie zrobiła na nas takiego wrażenia, bo to „tylko” 12 godzin jazdy kuszetką. Tym razem w swoim przedziale trafiliśmy na lokalnych cwaniaków, którzy chcieli zająć nasze miejsca i wcisnąć nas na górne kuszetki (najgorsze – przy głośnych wiatrakach i mimo tego strasznie duszne), ale nie z nami takie numery. Więc w takiej samej kombinacji jak poprzednio (spanie środek i dół) dojechaliśmy do miasta Złotej Świątyni.

IMG_2630

Pierwsze odczucia – bez zaskoczenia. Upał, brud i tłum. I jakaś nowość – pełno much. Jesteśmy w trzecim mieście, w którym można spotkać naprawdę sporą ilość turystów, a mimo tego panuje po prostu totalny syf. No trudno. My pierwszy raz znaleźliśmy się w sytuacji bez zorganizowanego noclegu-couchsurfingu. Czytaliśmy jednak, że przy samej świątyni istnieje coś na zasadzie schroniska dla zagranicznych „pielgrzymów”, w którym nocleg jest za darmo. Sporo czasu zajęło nam dogadanie się z miejscowymi i wytłumaczenie o co nam chodzi, ale kompetencja pana w informacji turystycznej nas uratowała. Tym sposobem wylądowaliśmy w naprawdę fajnym miejscu, prowadzonym przez Sikhów.

IMG_2810

IMG_2813

IMG_2820

Złota Świątynia to ich odpowiednik Watykanu, a sami Sikhowie to bardzo charakterystyczna grupa Hindusów z turbanami na głowach (jakiś czas temu polskie dresy z Wrocławia spuściły wpierdziel jednemu z nich biorąc go za muzułmańskiego uchodźcę). Czysto!!! 5 pokoi i jeden większy dorm. Akurat nie jesteśmy w szczytowym momencie sezonu, więc dostaliśmy swój prywatny pokój na dwa noclegi. Drewniane leżanki i zamontowany wiatrak naprawdę okazały się 100procentowym luksusem. Do tego łazienka z miską, kranem i nic więcej nie potrzeba.

IMG_2675

Dodatkowo w świątyni, codziennie, 24 godziny na dobę wydawane są darmowe posiłki – dla miejscowych, pielgrzymów i podróżnych. Byliśmy w totalnym szoku jak to wszystko szybko i sprawnie działa. Codziennie stołuje się tam ok. 40 tysięcy ludzi! Wchodzimy, dostajemy blaszany talerz, miskę i sztućce, stajemy w kolejce i kiedy drzwi do dużej sali otwierają się zajmujemy swoje miejsca. Wzdłuż sali porozkładane są dywaniki w kilkunastu rzędach, gdzie wszyscy zgodnie siadają z nogami na krzyż. Wolontariusze z wiadrami sosów, owsianek i innych pyszności chodzą między tłumem i rozdają porcje. Dostajemy też charakterystyczne dla każdego posiłku naany (podobno to najszybsza produkcja tych placków na świecie – 6 tysięcy sztuk na godzinę!). Po zjedzeniu wszyscy oddają naczynia w określone miejsce i tłumy ochotników myją je w wielkich zlewach. Wszystko gra jak w zegarku. Forma jedzenia trochę jak w stołówce dla bezdomnych, smakowo pyszne jak mało gdzie.

IMG_2639

IMG_2637

IMG_2647

Do świątyni każdego dnia tysiące ludzi przez całą dobę przychodzą się modlić i kontemplować. Przed wejściem zostawia się obuwie w specjalnej szatni, dostaje się numerek, zakrywa głowę chustą i na boso porusza się po terenie całego kompleksu. Robi on naprawdę spore wrażenie, jest tu biało i czysto. Świątynię otacza mała fosa, w której spora część pielgrzymów chce się wykąpać, lub chociażby zamoczyć (chyba rytuał o podobnym znaczeniu co kąpiel w Gangesie). Golden Temple majestatycznie zajmuje sam środek i jest naprawdę piękna. Szkoda że nam w odbiorze i ogólnym spędzaniu czasu tam przeszkadzali sami wierzący… Praktycznie nie było szans żebyśmy mogli na chwilę usiąść i popatrzeć lub zrobić zdjęcie bo za sekundę otaczał nas tłum z prośbą o wspólne zdjęcie… Tutaj to zaczynało być już naprawdę męczące. Swoją drogą nie wiemy trochę o co chodzi, bo turystów w Amritsarze było naprawdę sporo. Chyba kombinacja pary białych ludzi i do tego oboje blondynów nie dawała im spokoju. Do tego stopnia, że gdy raz zgodziliśmy się na zdjęcie, minutę później stał za nami kilku-rzędowy tłum. Kiedy zobaczyliśmy ile ludzi jest za nami, dołem czmychnęliśmy z zajmowanego miejsca tak, że Ci z tylnych rzędów jeszcze przez chwilę stali i czekali z myślą, że my jesteśmy z przodu…

IMG_2650

IMG_2661

IMG_2660

IMG_2670

Niedaleko Amritsaru znajduje się granica Indii i Pakistanu, a ponieważ kraje te nie są w przyjaznych stosunkach, jest to jedyne miejsce gdzie granicę tę można przekroczyć. Dodatkowo codziennie o godzinie 17 odbywa się tam lokalne show – zamknięcie granicy. Tłumy Hindusów codziennie zjeżdżają się na trybuny i kibicują swoim żołnierzom (po stronie pakistańskiej tak samo). Klimat trochę jak na meczu, muzyka, doping i okrzyki. Samemu zamknięciu bram i opuszczeniu flag towarzyszy już uroczysta atmosfera. Panowie i panie serwują nam pokaz wygibasów z bronią i przepychanek. Ostatecznie bramy zamykają się z hukiem i każdy wraca na swoją stronę. Naprawdę warto to zobaczyć! Nie obyło się bez prośby o wspólne zdjęcie, tym razem od straży granicznej Indii, i tak pozowałam do „selfie” z dwojgiem młodych Hindusów w beretach.

IMG_2695

IMG_2733

IMG_2764

IMG_2754

IMG_2711

Z Amritsaru do granicy jest ok. 30 km. Lokalni naganiacze organizują przejazdy w obie strony tzw. „wspólną taksówką”. Taksówka okazuje się być po prostu motorikszą do której upycha się 10 osób i jedzie w ścisku przez godzinę. Bardzo ciekawe doświadczenie. Byliśmy w szoku jak normalnym człowiekiem okazał się nasz kierowca, kiedy pierwszy raz ktoś po prostu wziął od nas umówioną gotówkę i nie próbował podbijać ceny ani wymyślać dodatkowych kosztów. Na koniec krzyknął tylko że miło było nas poznać. Po czasie spędzonym w Amritsarze przyszło nam ruszyć w dalszą drogę – na północ w góry!

IMG_2778

IMG_2776

IMG_2775

IMG_2688

IMG_2824

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s