#2 Jaipur

Wysmarowani hinduskim środkiem na komary (naszą Muggę, nawet tę mocniejszą 50tkę, komary w Indiach mają całkowicie w poważaniu) docieramy na stację Bolivari West. Dworzec znamy, ale tylko jako użytkownicy podmiejskiego pociągu. Kiedy przychodzi rozpocząć tutaj dłuższą podróż, sytuacja już nie jest tak kolorowa.

IMG_2450

W Indiach typowy zakup biletu jest praktycznie niemożliwy, ilość dostępnych połączeń nie pokrywa nawet połowy zapotrzebowania. Mimo wszystko istnieje co najmniej kilka, jak nie kilkanaście oficjalnych i nieoficjalnych sposobów, ale to tłumaczenia na cały oddzielny wpis, a dodatkowo sami jeszcze nie do końca to ogarniamy.

IMG_2463

Na legalu istnieje coś takiego jak waiting list. Podróżny płaci za bilet, dostaje się na listę oczekujących, w dzień podróży przychodzi zapakowany (najczęściej z kilkoma – kilkunastoma torbami) i dowiaduje się czy jedzie, czy może wracać do domu. Na godzinę przed odjazdem pociągu publikowane są listy i miejscowi szukają tam swoich nazwisk  – jak studenci na drzwiach prowadzącego po egzaminie w sesji.
Tłumy takich oczekujących blokowały peron, dodatkowo co długość wagonu kupa podróżnych z normalnymi biletami tarasowała przejście . Poproszony o pomoc lokales wskazał nam dokładne, co do metra, miejsce zatrzymania naszego wagonu. Posłuchaliśmy go i później musieliśmy biec za naszą kuszetką, z resztą wszyscy latali przez godzinę we wszystkich kierunkach.

IMG_2462

Przed podróżą musieliśmy coś zjeść. Ja powoli planowałem zabierać się za jedzenie z ulicznych straganów, Sandra nawet nie chciała o tym słyszeć. Dodatkowo w postanowieniu utwierdziły ją wielkie jak bochenki chleba szczury śmigające między torami (dopisek Sandry: szczury są wszędzie!!!). W takim wypadku pozostało nam kupić zapakowane orzeszki i ciastka.

IMG_2471

Tutejsza klasa sleeper (kuszetki bez klimatyzacji) jest odpowiednikiem wschodniej platzkarty, tylko bez samowaru. Jest to otwarty przedział z boksami po 8 miejsc do spania, które w ciągu dnia częściowo składają się na miejsca siedzące. Kiedy weszliśmy do naszej części, Sandry miejsce zajmowało 5 Hindusów, moje służyło im za oparcie. Po kliku minutach wszyscy się zwinęli z naszego miejsca i usiedli w 7 osób naprzeciwko i za przejściem. Szczęściem – nieszczęściem trafiła nam się hinduska gaduła, która miała na dodatek rodzinę w Glasgow. Bob Dylan tylu historii na swoich płytach nie nagrał, co on nam opowiadał przez 20 godzin wspólnego jechania. Plus kawały, triki i porady odnośnie Indii i życia.

IMG_2478

Startowaliśmy o 20, więc dosyć szybko wszystkich zaczęło mulić i koło 23 i my i gaduła naprzeciwko mieliśmy swoje miejsca. Reszta kuszetek dzielona była przez matkę z dwójką dzieci, 3 facetów, małżeństwa i inne kombinacje. Na podłodze torby plus śpiący ludzie.
Nasz pociąg na swojej trasie zatrzymywał się w Suracie, a opisywani post wcześniej znajomi Hindusi aktualnie w Suracie mieszkają i pracują. Karan za punkt honoru postawił sobie podrzucić nam w środku nocy torbę słodyczy. Napisał, że pewnie już nigdy Indii nie odwiedzimy (chyba wyczuł Sandrę) i że ma być w związku z tym miło i sympatycznie. Dostaliśmy paczkę i raz jeszcze wyściskaliśmy się na pożegnanie.
Po prawie całej dobie jechania pociągiem z otwartymi oknami zakurzeni dotarliśmy do Jaipuru. Mimo początkowych obaw, że wagon bez klimy, że dużo ludzi, było ekstra! No i trasa na 1100 km za 25 zł w kuszetce to całkiem fajna sprawa.

IMG_2488-2

W Jaipurze do odświeżenia mieliśmy całkiem przyzwoite warunki. Goszczący nas host od kilku lat jest właścicielem czterogwiazdkowego hotelu. Dom rodzinny ma w Delhi, couchsurferów w Rajastanie (pustynny stan Indii na granicy z Pakistanem) gości w hotelu.
Klima, swoja łazienka i telewizor z turniejem krykieta może nic wspólnego z ideą couchsurfingu nie mają, aczkolwiek okazja niecodzienna. Żeby nie było tak całkiem smutno i bez kontaktu z hostem, wyciągnęliśmy Deepaka na pogadanie drugiego dnia, a on odwdzięczył się wspólnym śniadaniem w dniu wyjazdu. Strasznie sympatyczny gość, z bardzo zdrowym podejściem do życia i prowadzonego biznesu.

IMG_2531-2

Wymęczeni ale i przyzwyczajeni – po kilku dniach tropikalnego upału w Mumbaju – pustynny gorąc Jaipuru przyjęliśmy ze spokojem. Suchy 35cio stopniowy upał jest dużo przyjemniejszy niż wilgotny odpowiednik.

IMG_2568-2

IMG_2541-2

Głównym dniem na zwiedzanie stolicy Rajastanu była niedziela. Mieliśmy wielkie szczęście, bo pokrywało się to z głównym dniem obchodów święta Gangaur. Parada startowała o 6 wieczorem więc mieliśmy pół dnia na zwiedzanie przepięknej starówki różowego miasta. Opisywać nie ma co, na zdjęciach wszystko widać. Poza ogólnym klimatem, ogromne wrażenie zrobiło na nas obserwatorium astronomiczne (te zdjęcia z dziwnymi budowlami). Któryś z rządzących zbuntował się dobre parę lat temu. Nie chciał słuchać bogów, więc zatrudnił sobie ludzi do czytania z nieba.

IMG_2498-2

IMG_2501-2

IMG_2518-2

IMG_2520-2

Wieczór spędziliśmy oglądając przepiękną festiwalową paradę z miejscówek VIP (jednak blond włosy gdzieś działają – miejscowi wręcz wepchnęli nas na te miejsca). Ziemia Bydgoska mogłaby tutaj dużo pokazać! Zespoły występowały po sobie, a w środku zawsze kroczył kierownik artystyczny. Było naprawdę głośno, kolorowo i pięknie. Na sam koniec zostawiliśmy sobie małą, hinduską świątynię, gdzie wreszcie można było poczuć klimat jednej z tutejszych religii. Po tych kilku dniach w Jaipurze ruszyliśmy kolejny raz na stację.

IMG_2529-2

IMG_2577-2

IMG_2567-2

IMG_2583-2

IMG_2600-2

Na sam koniec zostawiliśmy sobie małą, hinduską świątynię, gdzie wreszcie można było poczuć klimat jednej z tutejszych religii. Po tych kilku dniach w Jaipurze ruszyliśmy kolejny raz na stację.

IMG_2612-2

IMG_2613-2

IMG_2619-2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s