#1 Mumbaj

Mija właśnie 16 godzina pierwszej podróży w indyjskim pociągu, zrobiło się naprawdę luźno! Jest szansa żeby coś napisać. Wydawało mi się, że pisanie krótkich i zwięzłych notek z naszych przygód to będzie prosta zabawa, ale jednak ciężko jest streścić wszystko to, co się tu dzieje w ładną całosć.
Wylądowaliśmy w Mumbaju i załatwiliśmy wizy, odrobina nielegalu, bo podaliśmy adres hotelu, a tak naprawdę jechaliśmy na Couchsurfing. Zachwycaliśmy się lotniskiem, ale dosyć szybko pozytywne emocje opadły, albo nawet zamieniły się w stres, bo po dwóch przesiadkach przyszła pora odebrać bagaż.  Na szczęście wszystko było w najlepszym porządku i zadowoleni mogliśmy ruszyć do goszczących nas hostów.

IMG_2400

Była godzina 4 rano. Wiedzieliśmy, że musimy skorzystać z prepaidowych taksówek, więc zapłaciliśmy panu w okienku na lotnisku, który wydał nam paragon z numerem kierowcy i kazał znaleźć go sobie na parkingu. Wszyscy kierowcy leżeli i spali na chodniku przed swoimi taksówkami, nasz akurat rozmawiał z kolegą, wsiadł do auta i ruszył z nami w trasę. Chwilę po opuszczeniu lotniska przestało być tak kolorowo. Na starcie oblepił nas charakterystyczny „zapach” miasta, widzieliśmy ogromne wieżowce, pomiędzy którymi rozrastały się slumsy, gdzieniegdzie zobaczyć można było całe śpiące rodziny, po 10-20 osób, leżące wprost na asfalcie i cudem wymijane przez wszystkie jeżdżące pojazdy… Poza tym na ulicach grasowały stada psów i wszystko to w połączeniu z ich wyciem i szczekaniem trochę nas przeraziło. Po kilku minutach w taksie prawdą okazało się, że co by nie czytał i z kim nie rozmawiał, to na Indie przygotować się nie da.

IMG_2386

Po sporych problemach ze znalezieniem drogi (my pytaliśmy ludzi, taksówkarz siedział w środku i miał w nosie, że nie wie gdzie jechać) po 1,5 godziny dotarliśmy na miejsce. Dowiedzieliśmy się później, że to normalne w Mumbaju. No cóż, w mieście przebywa/mieszka nieoficjalnie 20-35 mln ludzi (tak nam wytłumaczył nasz host Ashu).

IMG_2377

Pierwszy poranek w Indiach był strasznie ciężki. W naszym odczuciu najmarniej 70C, nieznośna wilgotność plus kilka godzin różnicy czasu robiły swoje. Ponieważ mieszkaliśmy ok 30 km od centrum (i to nadal była dobra – jak na Mumbaj – lokalizacja ) wsiedliśmy w motorikszę, a później w podmiejski pociąg wypełniony miejscowymi. Może na dachu pociągu już się w Indiach nie jeździ, za to teraz Ci wszyscy ludzie z dachów dopełnili środek i oblepili z zewnątrz nigdy nie zamykane wejścia do wagonów. W środku nieźle, w czasie jazdy pęd powietrza minimalnie chłodzi rozgrzaną puszkę, gdy pociąg zwalnia delikatny powiew zapewniają rzędy wiatraków zainstalowanych w suficie.

IMG_2365

 W centrum mieliśmy spotkać się jeszcze z pewną rodziną, która napisała do naszych hostów, po tym jak oni zgodzili się już nas gościć. Nic nie stało jednak na przeszkodzie, żeby wspólnie pokręcić się po Mumbaju. Rodzina z Iranu na Couchsurfingu (małżeństwo z kilkuletnią córką + siostra męża) wydaje się czymś egzotycznym, jednak w rzeczywistości okazali się sympatyczną ekipą. Razem zaliczyliśmy takie atrakcje jak Brama Indii czy Hotel Taj.

IMG_2347

IMG_2351

Tego dnia popróbowaliśmy też trochę hinduskiego jedzenia. Wszyscy ostrzegali nas przed zbyt szybkim porywaniem się na uliczne jedzenie bez wcześniejszej aklimatyzacji w Indiach. Na szczęście Alisa i Ashu (dziewczyna z Petersburga i lokales z Mumbaju, od 1,5 roku małżeństwo po dwóch weselach: w Indiach i Rosji) wiedzieli gdzie jeść żeby nie narobić sobie biedy w brzuchu już na starcie.

IMG_2361

Kolejnego dnia odegraliśmy nasze małe własne Bollywood z happy endem. Michał na wolontariacie w Omsku poznał dwóch hindusów, którzy mieszkają pod Mumbajem (400 km). Trafiła się więc elegancka okazja do spotkania po prawie 3 latach. ALE nie mając jeszcze hinduskiego numeru umówiliśmy się w określonym czasie i konkretnym miejscu… No i tak czekaliśmy ponad godzinę, żeby w końcu z prawie płaczącym Michałem odpuścić to historyczne spotkanie. Pokręciliśmy się sami po centrum, zjedliśmy obiad, wypiliśmy po piwku i tuż przed wyjazdem postanowiliśmy kupić bilety na pociąg w dalszą drogę. Wchodzimy na stację, w mieście liczącym kilkadziesiąt milionów mieszkańców i pierwsze co słyszymy to okrzyk: MAJKEL !!! No i tak, 4 mróweczki odnalazły się w tym ogromnym mrowisku. Michał kolejny raz bliski łez (tym razem to już wzruszenie) zgarnął wszystkich do baru. Chłopacy powspominali rosyjskie historie, podpowiedzieli co zobaczyć i gdzie jechać i odwieźli nas kawałek pociągiem powrotnym z miasta (hurra hurra!).

IMG_2376

Na naszej dzielni w ostatniej chwili załapaliśmy się na zakupy w monopolu – tak, alkohol tylko w określonych punktach i do 22. Wpadamy do hostów z piwkami a oni odpalają nam, wcześniej wspomniane rosyjskie, a później hinduskie. Wieczór zakończył się szklankami norweskich likierów na bazie cukierków Fiszermenfriends.

IMG_2437

Ostatni dzień zleciał w ogromnym parku narodowym, gdzie jak typowi turyści zwiedzaliśmy lokalną atrakcję, która na nas zrobiła i tak spore wrażenie. W końcu nie było to ogromne miasto, a buddyjskie jaskinie sprzed 2 tysięcy lat. Wieczorem musieliśmy ostatecznie dorosnąć w Indiach i opuścić wygodną chatkę. Z wielkimi oczami pojechaliśmy na dworzec Borivali West.

IMG_2409

IMG_2427

IMG_2431

IMG_2415

IMG_2439

IMG_2383

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s