#18 Moskwa i Petersburg – na zachodzie Wschodu

Doskonale wiemy, że od naszego powrotu minął już spory kawał czasu, ale chyba jakoś podświadomie nie mogliśmy i nie chcieliśmy pożegnać się jeszcze z podróżą. Mimo, że w trakcie 5 miesięcy wyjazdu tęskniliśmy za domem, to teraz z perspektywy czasu tęskno nam za podróżą. Na pewno nie była to nasza ostatnia długa podróż, ale póki co wróćmy myślami do pociągu trasy Omsk-Moskwa…

img_6060 Czytaj dalej

#16 Syberia autostopem

Z Czyty na federalke (główna droga Moskwa-Władywostok) sprytnie wyjeżdżamy busikiem. Jeżeli można mieć idealne warunki do autostopowania, to tam takie mieliśmy. Piękna pogoda, nie za gorąco, eleganckie pobocze, w razie czego stacja paliw i tirowa knajpa obok. Tak jak i wcześniej do pełni szczęścia zabrakło tylko samochodów. Staliśmy godzinę czasu i często bezpiecznie przez 10 minut można było leżeć plackiem na środku drogi, bo i tak nic nie jechało. Zdesperowany poleciałem poprosić o karton. Wróciłem po dziesięciu minutach, kiedy to Sandra oznajmiła mi, że 3 samochody się zatrzymały, a ona nie mogła się dogadać. Robimy nowy karton Польша, odmawiamy komuś jadącemu 10 km dalej i głuchoniemym, którzy pisząc na kartce pytają nas czy Polska to Francja, czy Polska to nasz żart… Swoją drogą ta ekipa była mocno podejrzana. Dwóch głuchoniemych, prędzej hindusów niż Rosjan, lekko powyżej dwudziestki, w całkiem dobrym jak na tamte okolice samochodzie.

IMG_5285-2 Czytaj dalej

#15 Rosja z życia wzięta

Do Chabarowska dotarliśmy dość późnym wieczorem. Autostop wyrzucił nas w centrum miasta i musieliśmy jeszcze dojechać do naszych hostów. Czekając na przystanku podjechał autobus numer 105 otworzyły się drzwi i wypadł z niego jakiś przepijany facet obijając się o taksówkę. Gościa ogarnięto, samochód chyba też cały, bo taryfiarz popatrzył, popatrzył i wrócił do fury. No tak – Rosja.

IMG_5105-2 Czytaj dalej

#13 Xi’an i Pekin – dwie stolice

Kolejnym miastem na naszej trasie po Chinach było Xi’an. Nocka w idealnym (poza ceną) chińskim pociągu typu hard sleeper i o 7 rano docieramy do dawnej stolicy Państwa Środka. Z dworca odbiera nas Je D. Szukaliśmy Couchsurfingu, ale jakoś tak było, że nie było gdzie spać, a w sumie obiecaliśmy gościowi poznanemu w hostelu w Chengdu, że go odwiedzimy. Po 20 min rozmowy i wspólnym zdjęciu trudno mówić, że dobrze się znaliśmy, więc lekko się czając pomyśleliśmy no risk, no fun. Z tego wyszedł idealny Couchsurfing z tym, że Je D o całej tej idei nie miał zielonego pojęcia. Po prostu chciał poćwiczyć angielski, a przede wszystkim nas ugościć w swoim wolnym po obronie dyplomu czasie.

IMG_4742-2
Czytaj dalej

#12 Guangzhou i Chengdu

Po wyjściu z wagonu na ostatniej stacji metra, bramki, znaki i tłum ludzi pozwalają nam przemieszczać się tylko w jednym kierunku. Docieramy do okienka dla obcych (czyli takich nie z H-K, Macau…) wypełniamy formularz stresując się trochę co wpisać w miejscu dokładnego adresu hotelu. Wpisujemy Guangzhou z nadzieją, że nikt tego nie sprawdzi. Pogranicznik w okienku przekartkował paszporty w jedna i drugą stronę, brzydko pobazgrał długopisem jedno-wjazdową wizę do Chin, przystawił pieczątkę i puścił nas dalej.

IMG_4444

Czytaj dalej

#11 rozgrzewka przed Chinami

Nepal pożegnał nas bardzo miło. Mając w kieszeni ostatnie 400 rupii (jakieś 15 zł) z Thamelu wyruszyliśmy w kierunku dworca, bo podobno jakiś zapchany na maksa lokalesowy busik jeździł gdzieś pod lotnisko. Po drodze pytamy z ciekawości taksówkarza ile za taki kurs – 1000 rupii. Do odlotu 3 godziny a późnym popołudniem ruch ogromny, a właściwie to wszystko stoi…
Pytamy drugiego taksówkarza – 500 rupii. Dużo lepiej, ale chcąc kupić jeszcze jakąś wodę przed odlotem maksymalnie możemy uzbierać 350. Ok, wsiadajcie!
Kierowca wyciągając nasze plecaki z bagażnika pożegnał oddzielnie każde z nas i z uśmiechem życzył bezpiecznej podróży. Nawet w Nepalu takie zachowanie baaardzo poprawiło nam humory.

IMG_4040 Czytaj dalej

#10 Kathmandu, Pokhara…

Pokhara – dla mnie nazwa do tej pory dosyć magiczna, bo to przecież to punkt wypadowy na Annapurnę. Po dotarciu na miejsce, na pierwszy rzut oka to trochę pomieszanie Krupówek z Łebą poza sezonem. To, plus informacja, że miasto jest największym w Nepalu skupiskiem restauracji i hoteli nie zrobiło na nas najlepszego wrażenia. Poza sezonem Lakeside (turystyczna część Pokhary) robiła dosyć słabe wrażenie. Wypiliśmy sporo piwka przy pięknych zachodach nad jeziorem, zebraliśmy siły i sprzęt przed trekkingiem i po dwóch dniach zwinęliśmy się w góry.

IMG_3353-2 Czytaj dalej

#9 Nepal

W Indiach nasza podróż miała bardziej zorganizowany charakter, jechaliśmy od miasta do miasta według z grubsza określonego planu. Nepal to zupełnie co innego. Ze względu na ukształtowanie terenu i charakter odwiedzanych miejsc wszystko zaczyna się i kończy w Kathmandu. Przede wszystkim życie (i lokalne i nasze) jest tu duuużo bardziej na luzie. Stąd też na początek trafiła notka z trekkingu, teraz jakieś pierwsze wrażenia (więc mapka pozostaje bez zmian). Taka sytuacja. Wszystko zaczęło się bezproblemowo, no może poza zablokowaniem nam jednej karty przy pierwszej wypłacie z bankomatu, kiedy z nieogarnięcia mieliśmy na niej wszystkie chwilowe środki.

IMG_3237-2

Czytaj dalej